Życie to niekończące się pasmo wyborów i konsekwencji. I nawet jeśli zdecydujemy się na coś po głębokiej analizie i nawet jeśli będziemy sobie zdawać sprawę, że to dobry krok to i tak przyjdą chwile zwątpienia.

Tak jak u mnie.

Bo niby świadomie wybrałam ścieżki kariery, bo wiem, że muszę odhaczyć najpierw te najniższe szczeble dając z siebie wszystko, aby kiedyś na szczycie było mi lżej. Wiem, że koniecznym jest zamieszkanie w mieście, sama, gdzie mogę zajmować się projektami od 5 rano do 3 w nocy, zapominając o śniadaniu czy obiedzie i nikt nie będzie robić mi wyrzutów. To trzeba po prostu przejść, aby pójść krok dalej. Poza tym skłamałabym mówiąc, że tego nie lubię. Z każdym kolejnym małym celem, który spełniłam, z każdym kolejnym zadaniem, które wychodzi mi coraz lepiej i z każdym słowem pochwały, które słyszę coraz częściej, wiem że wybrałam słusznie.

Jednak czasem, w takie dni jak dziś, w piątek, gdy słońce radośnie obwieszcza początek weekendu, tęsknię za tym co było. Zanim dokonałam wyboru i zanim przyszły tego konsekwencje. Miałam wtedy bliskich i to takich prawdziwych! Wiedziałam kiedy chodzą do pracy, co kupili na wyprzedaży i co powiedział im doktor na ostatniej wizycie. Czasem nawet przy porannej kawie słuchałam co śniło się im ubiegłej nocy. Teraz mam tylko pięciominutowe telefony z kończącym się zawsze pytaniem „A kiedy wrócisz…?”.

Wówczas miałam również Ciebie. Tak naprawdę Cię miałam- tak na żywo, nie tylko Twój głos, którego barwę i natężenie rozkładam na czynniki pierwsze podczas każdej rozmowy telefonicznej analizując Twój nastrój i stopień tęsknoty.

Wówczas miałam również Twój zapach, najbardziej intensywny w okolicach uszu i pępka. Twoje oczy, coraz ciemniejsze gdy jesteś zmęczony czy zdenerwowany. Miałam również Twoje ręce- silne i męskie, którymi obejmowałeś mnie, tak, że nasze ciała całkowicie do siebie dolegały, a czasem zanosiłeś mnie na nich prosto do łóżka. Bardzo lubię gdy nosisz mnie na rękach i szepczesz czułe wyznania, czuję się wtedy jak mała dziewczynka, a doskonale wiesz, że uwielbiam się tak czuć- zwłaszcza przy Tobie. Teraz, tutaj, podczas spełniania moich ambicji i kolejnych celów zamiast Twojego zapachu mam Twoją koszulkę lub bluzę, w której czasem śpię. Zamiast oczu i dłoni- zdjęcie postawione tuż obok łóżka, a zamiast szeptanych wyznań- pierścionek na palcu zwiastujący mającą się spełnić obietnicę wspólnego życia.

Pamiętasz może jak któregoś razu, zapaliłeś świece i włączyłeś cicho muzykę? Siedzieliśmy wtedy w taki sposób, że Ty opierałeś się o framugę łóżka, ja z kolei opierałam się plecami o Twój brzuch, a Ty mnie obejmowałeś. Czułam niewyobrażalny spokój, taki, który jestem w stanie odczuwać tylko pomiędzy Twoim prawym, a lewym ramieniem.

Tego wieczoru miałam na sobie szarą bluzkę z odsłoniętymi ramionami. Wiem, że ją lubisz. Pocałowałeś mnie delikatnie w ramię. Później w drugie. Samymi opuszkami masowałeś mój kark, a ja już wtedy drżałam.. Naciągnąłeś moją bluzkę, tak, że znajdowała się teraz na moi  brzuchu. Językiem zataczałeś kółka wzdłuż kręgosłupa, a ciepłymi opuszkami zwilżonymi w zimnej wodzie przekazywałeś mi swoją nagromadzoną tęsknotę tworząc moje spazmatyczne dreszcze. Byłam oszołomiona!

Wiesz, że to właśnie to wspomnienie przywołuję najczęściej tuląc się z zapachem Twojej koszulki?