Dzisiaj jest pierwszy dzień lata, pamiętasz?

Skończyłam czytać tę smutną książkę o której Ci opowiadałam. Płakałam. A tak dawno tego nie robiłam. Siedziałam na balkonie mojego mieszkania, czytałam ostatnie strony powieści, a łzy zamazywały mi kolejne linijki. Płakałam nad samotnością głównego bohatera, nad jego emocjami. A może nad własnymi…?

Ale czy ja mam prawo płakać nad swoją samotnością? Przecież mam Ciebie tyle że nie na co dzień. Jesteś przecież mój, tyle że nie przy mnie. Ale jesteś!

Ale wiesz… kiedy ostatni raz mnie widziałeś miałam mlecznobiałe ramiona, a od  wczoraj, po całodniowym pobycie nad Wisłą są czerwone i jak nigdy gorące. Chciałbyś je pocałować? Bo ja bym chciała, żebyś chciał.

Gdy przeczytałam ostatnie zdanie zamknęłam książkę i zadzwoniłam do Ciebie. Tak bardzo uwielbiam Cię słyszeć. Masz najsympatyczniejszy, najmilszy i najradośniejszy głos na świecie. Nikt inny nie potrafi pocieszyć mnie samą barwą głosu tak jak Ty. Nie rozmawialiśmy długo bo musiałeś wracać do pracy.

Potrzebując podsycenia emocji nałożyłam słuchawki na uszy i włączyłam Cyganerię Pucciniego. Przesłuchałam całą! Później słuchałam Bacha i Beethovena, gotując zupę pomidorową. Wiesz… Chciałabym gotować tę zupę dla dwóch osób i rozlać ją do dwóch talerzy. I chciałabym, żebyś słuchał ze mną Bacha.

Chciałabym również, abyś tego wieczoru nasmarował mi spieczone ramiona nawilżającym balsamem. I aby na ramionach się nie skończyło.

Wiesz o tym, że węch to mój ulubiony ze zmysłów, prawda? Wiesz doskonale i bawi Cię to, że mogłabym Cię wąchać godzinami. Gdy ostatnio poprosiłam Cię abyś opisał mi zapach Twojej skóry, odpowiedziałeś, że pachnie jak wiatr wiosenny o poranku. Pozwolisz mi to sprawdzić gdy się spotkamy? Moje ulubione, najintensywniejsze miejsca to okolice uszu, nosa, pępka i na kilkanaście centymetrów pod nim.

Umyłam talerz, wyłączyłam muzykę i wyszłam do pracy. Wróciłam do mieszkania dopiero po 22. Do pustego mieszkania.

A Tobie kochanie, jak minął pierwszy dzień lata?