Mój kochany,

Nie spałam tej nocy, myśląc o nas. Było mi źle z tym, że wczoraj rozeszliśmy się niepogodzeni. Że krzyczałam na Ciebie, byłam niemiła, opryskliwa i roszczeniowa. Że nie potrafiłam moich argumentów mówić w sposób uprzejmy, może i rzeczowy, ale  uprzejmy, tak jak rozmawiam z klientami w banku na temat warunków spłaty kredytu luz z szefem negocjując wypłatę. Nie… z Tobą często tak nie potrafię.

Nocą zastanawiałam się, dlaczego.

Dlaczego potrafię być miła w nawet zażartej dyskusji z obcymi ludźmi lub nawet z bliskimi osobami, jak z moją mamą czy bratem, a z Tobą nie potrafię? Dlaczego tylko przy Tobie pozwalam się porwać emocjom.

I znalazłam dwa prawdopodobne scenariusze takiego stanu rzeczy i bynajmniej żaden z nich nie stawia mnie w dobrym świetle.

  1. Bo zwyczajnie jestem rozczarowana, że nie reagujesz tak jak ja bym chciała.

Bo moje oczekiwania mijają się brutalnie z twoim realnym zachowaniem. Bo zapominam, że jesteś odrębną osobą, z innym myśleniem, innymi potrzebami, czasem nawet innymi priorytetami.

Przez szereg lat dorastałam w przeświadczeniu, że kobiety mają w życiu gorzej. I był to światopogląd dyktowany mi przez świat. Uważałam, że życie kobiety składa się jedynie z dyskryminacji, wyrzeczeń i bólu. Bo zarabiają mniej, bo są traktowane infantylnie, bo nie osiągają kierowniczych stanowisk, bo mają okres, są w ciąży i rodzą dzieci, a do tego w wyłączności zajmują się domem.

A potem spotkałam Ciebie i okazało się, że w moim rozwoju, kolejnych krokach ku lepszemu wykształceniu i lepszej pracy nikt nie wspiera mnie bardziej niż Ty. Moje nieraz szalone pomysły na życie wspierasz wytrwale i często bywało już tak, że gdy ja miałam chwile kryzysu, Ty nie pozwoliłeś mi się poddać. Poznałam Ciebie- mężczyznę, który, gdy mam okres kupuje mi snikersy, ibuprom i podaje gorący termofor, a odnośnie porodu, mówisz, że jeśli będę chcieć to pomożesz mi znaleźć i opłacić klinikę gdzie zrobią mi płatną cesarkę. Częściej to Ty przygotowujesz herbatę dla mnie niż ja dla Ciebie i odruchowo zapinasz ciągle zerwane przeze mnie żabki firanki.

Odmieniłeś mój światopogląd z mężczyzn-tyranów o królewskim życiu, na mężczyzn-spoko gości, którzy potrafią być najlepszymi przyjaciółmi, a już na pewno najlepszymi towarzyszami życia.

A jednak czasem podczas zbyt ostrej dyskusji pozostałości mojego starego światopoglądu powracają, brutalnie odbijając się na tonie głosu i sposobie moich wypowiedzi. Wraca do mnie przeświadczenie, że jestem Panią Księżniczką, Pokrzywdzoną Kobietą  i mój facet w podzięce za to że z nim jestem musi się ze mną we wszystkim zgadzać.

Przepraszam.

Później gdy emocje opadną, zawsze jest mi wstyd, że przeradzam się w tą rozkapryszoną księżniczkę zamiast dyskutować z Tobą jako partnerka na całe życie.

 

  1. Bo rodzice nie nauczyli mnie jak powinny wyglądać dyskusje w związku.

Bo oni na siebie krzyczeli, albo mieli ciche dni, albo sobie w oczy nie mówili nic, ale nam- mi i mojemu rodzeństwu o sobie nawzajem mówili nieprzyjemne rzeczy. Bo podejmowanie decyzji w moim domu zazwyczaj odbywało się przy wiernym akompaniamencie pretensji, roszczeń i wzajemnych, niewypowiadanych na głos oczekiwań i wielkim poczuciu poświęcania się przez obojga rodziców.

Wiesz, już parę lat temu uświadomiłam sobie jak wiele odziedziczyłam po moich rodzicach, jak wiele wyniosłam z domu rodzinnego i niestety nie zawsze są to rzeczy za które jestem im wdzięczna. Ale na Boga, ileż można tłumaczyć się rodzicami?!

Jestem dorosłą osobą, chcę być dobrą żoną, a zwrot „odciąć pępowinę” oznacza  nie tylko wyprowadzić się, ale przede wszystkim zostawić całą przeszłość za sobą.

Kochanie, przepraszam za moje zachowanie.

Przeraża mnie jeszcze jednak to, że Ty z natury spokojny, łagodny, cierpliwy, stawiający na pierwszym miejscu zgodę, tak łatwo ulegasz mojemu postępowaniu. Że z taką łatwością odwdzięczasz się tym samym. Że gdy ja zaczynam Cię traktować w brzydki, roszczeniowy sposób, a w głosie pobrzmiewa pretensja to tego samego doświadczam od Ciebie.

Ja wiem, że przecież to normalna sprawa, bo przecież „Oko za oko..”, „Co zasiejesz to zbierzesz”, „nie czyń bliźniemu co tobie nie miłe” i tak dalej, ale proszę Cię, pomóż mi być lepszą osobą i nie pozwalaj, żebym to ja uczyła Cię złych wzorców.

Bo ja nie chcę być dłużej roszczeniową księżniczką, chcę natomiast być łagodna. Tak. Przede wszystkim chcę być łagodną kobietą, nie tylko dla ludzi w pracy, ale też dla bliskich, dla Ciebie. Zwłaszcza dla Ciebie. Ale sama sobie nie poradzę.

~Barbara

PS. Bo tak właściwie, myślisz, że będziemy jeszcze dobrym małżeństwem?

_____________________________________________________________________

Pomysł o serii „PROBLEMY MŁODEJ MĘŻATKI” pod pierwszym wpisem spotkał się z ciepłym przyjęciem [do nadrobienia TUTAJ]

Tamten wpis był w formie opowiadania, ten w formie listu. Co o tym sądzicie? Która forma jest dla Was bardziej atrakcyjna?

I co najważniejsze: Czy piszecie listy do swoich ukochanych? Czy uważacie to za „dinozauryzm”?

Pozdrawiam Was serdecznie i czekam na Wasze opinie!