Minimalizm, coaching i wdzięczność są najpopularniejszymi sloganami ostatnich lat, a różnego rodzaju artykuły na ich temat zalewające nas z każdej strony starają się wpoić nam, że są one jedyną słuszną drogą.

Idea minimalizmu jest mi bliska, o czym pisałam w ostatnim artykule (Podejście do rzeczy, wakacyjny romans i KONKURS!!!), natomiast coaching uważam często za szkodliwy. Postanowiłam więc podzielić się z Wami również moją opinią na temat wdzięczności, odhaczając w ten sposób modne tematy.

MODA NA WDZIĘCZNOŚĆ, CZY ABY NA PEWNO?

Któż z nas nie zetknął się z poradnikami na temat wdzięczności, mówiącym nam, że to jedyna słuszna droga prowadząca do szczęścia i harmonii? Poradniki traktujące o tym, że powinniśmy być wdzięczni za wszystko. Począwszy od tego, że obudziliśmy się rano, jest ładna pogoda, ktoś się do nas uśmiechnął lub mąż zrobił herbatę. Ma nam to uświadomić, jakim ogromem dobra otaczamy się wokół. Nie sposób się  z tym nie zgodzić.

Z drugiej jednak strony, wspomniany już wszechobecny  coaching, zarzuca nas sloganami: „Twoja przyszłość zależy tylko od ciebie”, „Wszystko co masz zawdzięczasz tylko sobie”, negując wpływ otoczenia na nasze życie.

TRENING WDZIĘCZNOŚCI CZY POCZUCIA SPRAWSTWA- KTÓRĘDY PÓJŚĆ?

Na ostatnim roku studiów zapisałam się na kurs, gdzie wiodącą tematyką była psychologia. Pamiętam jak na jednych zajęciach, wykładowca tłumaczył nam jak ważne jest odczucie sprawstwa na przebieg naszego życia, a także na poziom pewności siebie. Mówił nam, że jesteśmy ludźmi ambitnymi. To, że przystąpiliśmy do kursu oznacza, że sięgamy wyżej, a tą decyzję zawdzięczamy tylko sobie. Wykształcenie, zawód jaki wykonujemy, wszystko co mamy zawdzięczamy tylko sobie. Wówczas zabrał głos jeden z uczestników kursu- najstarszy, około czterdziestoletni doktorant historii. (Zdecydowana większość uczestników była w trakcie lub świeżo po studiach. Średnia wieku wynosiła więc około dwadzieścia kilka lat).

Podczas gdy my wszyscy równiutko potakiwaliśmy głowami analizując, jak wiele sobie zawdzięczamy, on powiedział:

– Ja niewiele sobie zawdzięczam. To,  że zostałem historykiem zawdzięczam mojemu ojcu, który zaraził mnie miłością do historii i dążenia do prawdy. To, że zrobiłem doktorat, a teraz uczestniczę chociażby w tym kursie zawdzięczam głównie wyrozumiałej żonie, która zrezygnowała z pracy zawodowej by zająć się domem i dziećmi, abym ja miał czas na naukę. Nie musiała tego robić. Mój rozwój kariery  naukowej zawdzięczam głównie jej.

Jego wypowiedź dała mi wówczas wiele do myślenia.

ERA SPRZECZNYCH IDEI

Czy tylko ja mam wrażenie, że obecne czasy są naszpikowane sprzecznymi ideami?  Wiele ludzi powtarza utarte slogany bez cienia refleksji i zadumy, a przecież te głośne hasła same sobie przeczą!

Już sama nie wiem czy moje pokolenie to pokolenie egoistów, którzy widzą tylko swoją wielkość czy może bezrefleksyjnym stadkiem, któremu można wszystko wmówić, jeżeli pada to z ust „eksperta” w danej dziedzinie. Nie wiem, czy to, że tylko ów mężczyzna potrafił postawić kontrę (wspaniałemu!) wykładowcy i psychologowi wynikało stąd, że jako jedyny był przedstawicielem innego pokolenia czy dlatego, że zawód historyka utrwalił w nim jasność logicznego myślenia.

Swoją drogą czy to nie śmieszne i przerażające zarazem, że to, że należy żonie podziękować za wyprasowanie koszuli, a mężowi za zrobienie śniadania to już nie oczywistość ale ideologia wdzięczności?!

CO WYBRAĆ?

Ten tekst ma charakter bardziej refleksyjny niż poradnikowy, więc nie napiszę którędy lepiej pójść. Nie mam odkrywczego zdania, bo uważam, że najlepiej jest zachować balans pomiędzy tymi dwoma ideami. Jak przy wielu innych tematach, tak i tu uważam, że skrajność w żadną stronę nie jest dobra, a ortodoksyjny coaching często przynosi więcej szkody niż pożytku. (Pisałam o tym więcej TUTAJ).

Myślę, że najbardziej racjonalne podejście to zdawać sobie sprawę z tego, ile zawdzięczamy innym, ale jednocześnie pamiętając, że ostateczna decyzja należy do nas.

KOMU JESTEM WDZIĘCZNA?

Ale ponieważ miał to być tekst o wdzięczności, to napiszę teraz osobiste podziękowania. Jak doskonale wiecie, niedawno reaktywowałam blog po ponad rocznej przerwie.

Komu to zawdzięczam?

  • Oczywiście Mężowi, który wspiera mnie jak nikt inny i powtarza mi jak mantrę, że świat na mnie czeka. Wszystkim życzę takiego osobistego motywatora!
  • Uli, twórczyni wspaniałego bloga o szeroko pojętej edukacji finansowej Mamonik.pl, która na grubo po tym, jak przestałam publikować, dodała taki komentarz, pod moim wpisem  Polskie wymówki kontra recepta na szczęście:

„Świetny wpis. Szkoda ze ostatnio nie pojawiają się nowe Aczkolwiek – jak się człowiek postara – to bez problemu i w Polsce znajdzie ludzi którzy działają, zarabiają i są bardziej zadowoleni od średniej krajowej. Tyle tylko że to wymaga wyjścia ze swoich ramek i do ludzi. Ale gdy już zrobimy ten pierwszy krok – okazuje się że lądujemy w innym świecie. Gdzie normalni ludzie – bez wybitnych umiejętności czy zdolności – osiągają rezultaty o których nawet nie śnimy I wtedy zapala się lampka – skoro oni mogą – dlaczego nie ja. Ale to już wymaga działania – i zaprzestania narzekania… Ciężka sprawa … Może lepiej po prostu dalej narzekać”

Pierwsze słowa „szkoda, że nie pojawiają się nowe..” zaskoczyły mnie. Byłam pewna, że nikt tu nie zagląda! Wyryły mi się w pamięci tak bardzo, że nie potrafiłam o tych słowach zapomnieć. Miałam wrażenie, że jeżeli się poddam to zawiodę, a ten komentarz był swego rodzaju wyrzutem sumienia. Czymś czego bardzo potrzebowałam.

Ula, jeżeli to czytasz, wiedz, że to głównie dzięki Tobie zaczęłam znów publikować po długiej przerwie. DZIĘKUJĘ!

  • Sobie. Bo przecież mimo wszystko ostateczną decyzję musiałam podjąć samodzielnie.

___________________________________________________________________

A Tobie bliżej jest do ideologii wdzięczności czy poczucia sprawstwa?