Jak już wielokrotnie wspominałam, moim ulubionym zajęciem jest obserwowanie. Dokładnie tak! Uwielbiam obserwować ludzi i bynajmniej nie uważam się za psychopatę 😉

Na przykład będąc w kawiarni, gdzie nieustannie słychać szum ekspresu do kawy, lubię w chłodny dzień usiąść przy oknie i obserwować ludzi. Bawią mnie ich różnice. To, że jakaś elegancka, młoda kobieta, w butach na wysokim obcasie, stawia drobne acz zaskakująco szybkie kroczki, a w ręce dumnie trzyma wielką i zapewne ciężką torebkę. Z naprzeciwka rozbujanym krokiem idzie dwóch podrostków, w podobnych dresach i z kapturem na głowie, a tuż za nimi chudy, starszy pan, w prawej ręce trzyma smycz u którego końca jest labrador z równie smutnym spojrzeniem, co jego właściciel, a drugą ręką raz po raz przykłada do ust zapalonego papierosa zaciągając się i strzepując popiół na mokre płyty chodnika.

To jak bardzo się różnimy jest fascynujące! To, jak różne mamy zainteresowania, różne rzeczy nas bawią czy wzruszają. Każdy z nas całkiem inaczej się zachowuje w sytuacjach stresowych lub gdy się czegoś boi. Każdy inaczej spędza wolny czas, a na świecie istnieje przynajmniej kilka miliardów różnych rodzajów śmiechu.

Jestem niemalże pewna, że zdecydowana większość kłótni, nieuzasadnionych oczekiwań i rozczarowań bierze się z tego, że zapominamy o tych różnicach. Nie dostrzegamy ich. Bagatelizujemy.

I naprawdę widać to na każdym kroku. Wystarczy tylko się rozejrzeć.

Jakiś czas temu napisałam TEKST o tym, jak ważne jest świętowanie nawet najmniejszych sukcesów.  Głównym przesłaniem było, że to TY jesteś odpowiedzialny za świętowanie TWOJEGO sukcesu. I przerzucanie odpowiedzialności na chłopaka, żonę, przyjaciół, czy kogokolwiek innego jest zwyczajną oznaką niedojrzałości. Dlaczego? Bo oni nie myślą tak jak ty, nie czują tego co ty, mają inne potrzeby, odrębne smutki, radości czy chociażby inne plany na ten dzień.

Destrukcyjne jest myślenie przez pryzmat powinności. On powinien częściej przynosić mi kwiaty, przytulać, pocieszać po gorszym dniu, czy zabierać na miasto. Ona powinna golić nogi, codziennie gotować obiad, prasować koszule, natomiast absolutnie nie powinna tyle narzekać czy płakać.

Absurd! Z oburzeniem obserwuję, że większość ludzi ma tendencję do praw własnościowych nad partnerem, uważając, że w związku coś im się należy, dlatego on czy ona  POWINNI coś zrobić.

Najwyższa pora przedstawić sprawę jasno: nic ci się nie należy. Twój partner czy partnerka nie ma żadnych obowiązków względem ciebie.

Dlaczego?

Każdy człowiek jest odrębnością. I to nie jest tak, że zakochując się, zaczynając budować związek, nagle traci swoją odrębność. Nie! Jeśli tak jest to nie jest to dobry związek. Każdy człowiek ma inne potrzeby i nagle nie zrobią się one bliźniaczo podobne do twoich.

Jeżeli czegoś oczekujesz to powiedz, poproś, a potem podziękuj. Nie zadziałało? Spróbuj jeszcze raz i jeszcze. Aż do skutku.

A co jeśli nie zadziała?

Cóż… czy chcesz być z kimś kto w nosie ma twoje potrzeby? Czym innym jest uświadomienie sobie, że partner nie jest czarodziejem i nie zna twoich potrzeb dopóki ich nie zakomunikujesz oraz że jako odrębna jednostka nie ma obowiązku spełniania każdej twojej zachcianki, a czym innym jest bagatelizowanie potrzeb partnera w ogóle.

A co z nadrzędnymi priorytetami w związku, takimi jak wierność, akceptacja czy szacunek? Czy one też mi się nie należą?

Nie, nie należą. Oczywiście, że aby zbudować dobry, trwały związek są one niezbędne. Ale zbudowanie takiego związku jest możliwe tylko wtedy gdy twój partner dobrowolnie chce cię tym obdarzyć. Z własnej, nieprzymuszonej woli. Wówczas to jest jego pragnienie i obydwoje jesteście szczęśliwi, nikt nie został przymuszony.

Reasumując moje rozbiegane myśli: w związku NIC ci się nie należy. Gdy twój partner sprząta dom, prosto po pracy wraca do ciebie i masuje ci ramiona gdy jesteś zestresowana to należą mu się piękne podziękowania, bo on nie musiał tego robić. Podobnie ma się gdy twoja partnerka wyprała twoje brudne skarpety, ugotowała obiad czy założyła na wieczór koronkową bieliznę.

Pamiętacie jeszcze wyzwanie które wam zaproponowałam na Nowy Rok?  Aby ten rok był rokiem bez narzekania. Najwyższy czas zmieniać świadomie otaczającą nas rzeczywistość. Aby to zrobić musimy zmienić mentalność narodu, a aby się udało musimy zacząć od siebie. Ja i ty- dokładnie teraz.

Jak zatem brzmi dokładnie druga część wyzwania?

Dziękuj! Za wszystko. Za najmniejsze szczegóły, pamiętając, że nie należą ci się one, a jedynie wypływają z chęci ofiarującego.

A kiedy ktoś nie postępuje po twojej myśli uświadom sobie, że macie inne potrzeby i oczekiwania, i twoje niekoniecznie są lepsze czy ważniejsze.

Skończmy ze stereotypem Polaka gderliwego, niezadowolonego i roszczeniowego. Przestańmy zachowywać się jak rozkapryszone królewny i królewicze nieustannie doszukujący się swoich praw. Chcesz mieć szczęśliwy związek- to się o niego staraj. Tak, ty! Bez względu na to czy jesteś kobietą  czy mężczyzną. Zapewniam, że wzajemność przyjdzie w krótkim czasie, a jeśli nie, to nie był odpowiedni człowiek dla ciebie. A jeżeli czegoś w związku potrzebujesz to powiedz to głośno i wyraźnie, unikając podstępnych zaczynaczy  kłótni: „ty zawsze” „ty nigdy”.

Chcesz mieć szczęśliwe życie?

To je sobie stwórz.