Deszcz to mój ulubiony żywioł.

Pamiętasz, jak zaskoczyła nas burza w parku i trzymając się za ręce biegliśmy przez opustoszałe miasto, aby cali przemoczeni wpaść do pobliskiej knajpy? Pamiętasz jak w damskiej toalecie zdjęłam bluzkę tak mokrą, że bardziej eksponowała niż zakrywała mój koronkowy biustonosz? Pierwszy raz widziałeś mnie wtedy tylko w bieliźnie, ale byliśmy tak onieśmieleni, że do niczego między nami nie doszło. Starałeś się jedynie wysuszyć tę bluzkę pod suszarką do rąk. To było urocze! Pamiętasz, jak ktoś zapukał do drzwi, a my, speszeni nie potrafiliśmy powstrzymać chichotu?

Pamiętasz jak innym razem, w innym mieście, złapała nas ulewa? Pamiętasz, jak zdyszani od biegu i cali mokrzy siedzieliśmy w wynajmowanym pokoju z boazerią i zielonymi fotelami? Posadziłeś mnie sobie na kolanach i rozpinałeś guziki mojej przemoczonej koszuli. Guzik po guziku. Nie było wtedy w tobie ani odrobiny onieśmielenia. Ani wtedy, gdy rozcierałeś moją czerwoną szminkę. Ani gdy chwilę później dociskałeś mnie do ściany. Pamiętasz?

A pamiętasz nasz spacer w deszczu pod jednym, dużym, niebieskim parasolem? Szliśmy pod rękę, niespiesznie, przyglądając się witrynom sklepowym, a ja właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że chcę się z Tobą zestarzeć.  Zabrałeś mnie wtedy na gorącą czekoladę. Spoglądaliśmy przez okno na przechodniów, gładziłeś moją dłoń, a z głośnika leciała muzyka z lat 60. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie.

Nie trwała.

Dzisiaj też pada deszcz, ale dziś nikt nie popatrzy na mnie z zachwytem, nikt nie potrzyma mnie za rękę i nikt nie rozepnie moich guzików.

Nawet gorącą czekoladę wypiję dziś całkiem sama.

Ludzie biorą ślub by żyć razem. My nadal żyjemy osobno.

Jesteśmy małżeństwem od 437 dni, ale nadal widujemy się tylko dwa dni co czternaście dni. Gdybym miała podsumować nasz związek w dwóch słowach były by to: tęsknota i matematyka. Nie widziałam cię już jedenaście dni. Tęsknię.  Ale jeszcze tylko trzy dni  i będę Cię mieć na dwa dni i trzy noce.

Dla Ciebie to też matematyka.

Bo pracując na wyjeździe spłacimy kredyt  o wiele miesięcy wcześniej, płacąc dwukrotnie większą ratę. Bo kupiłeś mi porcelanę za kilkaset, a nie kilkadziesiąt złotych.

Tylko co z tego, skoro korzystam tylko z jednej filiżanki?