Tej nocy czułam się bardzo samotna. Choć obok mnie falowały ramiona mojego śpiącego męża, którego kocham.  Z którym mam dobre życie, któremu gotuję kapuśniak, a on masuje moje stopy i gdy mam okres,  kupuje śliwki w czekoladzie, do których mam słabość.  Widziałam jego ramiona unoszące się w senny rytm oddechów. Te same, w które niejednokrotnie się wtulałam w środku nocy wybudzona koszmarem. Tej nocy nie spałam jednak z innego powodu.

Analizowałam.

Zastanawiałam się, dlaczego czuję się samotna przy własnym mężu? Czy to normalne, że tęsknię za rozmowami do świtu? Za tym, żeby ktoś w świetle księżyca zabrał mnie motocyklem nad jezioro?  Czy to normalne, że spoglądając na ramiona mojego śpiącego męża zastanawiam się, czy nasz ślub nie był zbyt pochopną decyzją? Że może, gdybym miała więcej czasu na to, żeby ktoś mógł mnie zabrać  nad jezioro, dziś nie tęskniłabym za tym tak bardzo?  Że może gdybym miała co powspominać nie doszłabym do wniosku pewnej nocy, że ślubny welon założyłam zbyt wcześnie?

Może wtedy SMS od mojej dawnej miłości nie sprawiłby, że nie mogę spać w nocy?

Eryka poznałam przez Internet.  Miałam wtedy 16 lat, on dwa lata więcej, właśnie zdawał maturę i wydawał mi się taki dorosły. Bardzo sarkastyczny i inteligentny.  Oczytany, elokwentny, wtrącał angielskie słowa i był z dużego miasta. Imponował mi.

Pisaliśmy do siebie listy, maile. Czasem dzwoniliśmy. Rozmawialiśmy na Skype i pisaliśmy przez coraz to nowocześniejsze, internetowe komunikatory. Nasza Klasa, Gadu-Gadu, później Messenger. Nie było dnia, żebyśmy nie mieli ze sobą kontaktu.

Co roku zapraszał mnie na swoje urodziny. Wypadały akurat w majówkę, więc zaproszenie obejmowało kilka dni. Zawsze odmawiałam. Bałam się. Podróży pociągiem przez pół Polski. Reakcji rodziców. Tego, że mój wirtualny znajomy okaże się psychopatą, i… straty mojego chłopaka. Tak, przez cały ten czas miałam chłopaka. Również wtedy, gdy Eryk zaprosił mnie na wesele siostry. Odmówiłam, poszedł z inną dziewczyną, ale i tak przez całą imprezę pisaliśmy ze sobą SMSy, a on powtarzał, że wolałby tę noc spędzić ze mną.

Śmiał się ze mnie, że jestem niepoprawną idealistką. I miał rację.

Byłam nastolatką a nie pozwalałam sobie na szaleństwo.

Spotkaliśmy się tylko jeden raz.

W tajemnicy przed wszystkimi, w mieście leżącym w połowie drogi od siebie. W mieście oddalonym o trzy godziny jazdy dusznym autobusem.

Wracając z tego spotkania miałam tak potworne wyrzuty sumienia, że jeszcze tego samego dnia powiedziałam o wszystkim mojemu chłopakowi.

Zrozumiał. Wybaczył. Nawet  nie był specjalnie zły.

A ja utwierdziłam się w przekonaniu, że lepszego, bardziej wyrozumiałego i zakochanego we mnie chłopaka nie znajdę nigdzie.

Wierzyłam w znaki losu. Wierzyłam, że jeśli mi nie wybaczy, to znak, że mam być z Erykiem. Odwiedzać go w urodziny, a na studia przeprowadzić się do jego miasta. Sama jednak nie potrafiłam zrezygnować z chłopaka tak dobrego i tak mi oddanego.

Nie potrafiłam zdecydować.

Wybaczył. Nie zerwał.

Uznałam, że tak musi być.

Kilka lat później za niego wyszłam.

To pewnie racja, że nigdy nie znalazłabym tak dobrego i oddanego mężczyzny. Ale dlaczego dzisiejszej nocy nie mogę spać, myśląc o platonicznej miłości sprzed kilkunastu lat i czując się, jak gdybym nigdy nie przeżyła młodości? Jakbym z dzieciństwa od razu wskoczyła w dorosłość nigdy nie pozwalając sobie na bycie szaloną nastolatką? Dlaczego chciałabym cofnąć czas do dnia, kiedy Eryk zaprosił  mnie na wesele? Dlaczego teraz, patrząc na ramiona mojego śpiącego męża, myślę, że przyjęłabym jego zaproszenie?

Dlaczego marzę o tym, żeby wysyłał mi SMSy każdego dnia? I żeby rozmawiał ze mną aż do świtu. I żeby zabrał mnie nad to cholerne jezioro, na które parę lat wcześniej nie pozwoliłam mu się zabrać.

Wpatrywałam się tępo w ekran telefonu. Zerknęłam na męża, jego spokojny, ufny i głęboki oddech.

Odpisałam, że mam męża i żeby więcej do mnie nie pisał.

Usunęłam jego numer.

Wtuliłam się w falujące  ramiona mojego męża. Przebudził się, pogłaskał mnie po plecach.

Płakałam.

– To tylko zły sen kochanie, jestem przy tobie- wyszeptał zaspany i objął jeszcze mocniej ciepłymi, falującymi w rytm spokojnych oddechów ramionami.