Pewien mężczyzna zapytany  czy podać mu herbatę w szklance czy w filiżance, rzekł:

– Tylko w filiżance. Szklanka to wola przetrwania, filiżanka to styl życia.

Autentycznie urzekła mnie ta odpowiedź.

Macie czasem tak, że jakiś urywek zdania, piosenka, fotografia na wernisażu na którą nikt nie zwraca uwagi, płacz dziecka na chodniku nad stróżką roztopionych lodów, twarz starca skierowana w stronę słońca w miejskim parku, jakiś szczegół, zdawałoby się nieistotny element tworzy w Waszej głowie natychmiastową, nieproszoną refleksję?

Ja tak miałam z odpowiedzią owego mężczyzny.

Przed oczami stanęły mi koronkowe biustonosze przesiąknięte stęchlizną szafy, bo przecież są na specjalne okazje, sprana  piżama i zniszczona torebka .

Podział rzeczy na codzienne i odświętne ma  oczywisty plus. Mianowicie, od czasu do czasu, gdy zaczniemy używać rzeczy które na co dzień pełnią rolę trofeum do podziwiania, pijąc kawę w porcelanowej zastawie ślubnej dziadków czy też w  czerwonych szpilkach jedząc kolację w restauracji to rzeczywiście czujemy się jak królowa w dzień koronacji.

Wszystko fajnie, tylko że…

 …rzeczy są po to by ich używać

Po usłyszeniu „Szklanka to wola przetrwania, filiżanka to styl życia” postanowiłam utworzyć z tego moją dewizę w podejściu do rzeczy którymi się otaczam.

Chcę otaczać się pięknem. Chcę czuć się dobrze wśród rzeczy które mam. Powiem dobitniej- chcę lubić rzeczy, które mam. Chcę, aby moja przestrzeń osobista była spójna z moją osobowością.

Pozbyłam się niepotrzebnych, nieużywanych rzeczy lub po prostu takich, które nie były w moim guście. Porządkami objęłam nie tylko garderobę, kosmetyki, ale również książki już przeczytane, do których nie zamierzam wracać oraz płyty i różnego rodzaju pamiątki. Przy okazji miałam okazję zaobserwować jak ciężko było mi rozstać się z jakimś przedmiotem tylko dlatego, że dostałam go w prezencie (też tak macie?).

W kolejnym kroku zastanowiłam się z jakiego przedmiotu w moim otoczeniu korzystam najczęściej, każdego dnia. Poza telefonem i szczotką do włosów, gdzie nie mam zbyt wielkiego pola manewru odnośnie ich estetyki (poza etui) spojrzałam krytycznym wzrokiem na szklankę stojącej na szafce obok łóżka. Nie zasnę nie mając obok łóżka wody i to właśnie łykiem wody kończę i zaczynam każdy dzień.  Była to najzwyklejsza szklanka, taka, którą mój tata wkłada do wiklinowego koszyczka i parzy w niej kawę. Taka ot zwyczajna szklanka, neutralna, popularna i totalnie bez wyrazu.

Uświadamiając sobie, że to najpopularniejszy dla mnie przedmiot zapragnęłam odmienić naczynie do którego nalewam zimnej wody i dokonuję moich osobistych, małych rytuałów wstawania  z łóżka i pójścia spać.

Spójrzcie proszę na kielich, który zastąpił szklankę i dumnie, każdego dnia mnie wita. Wierzcie mi lub nie, ale woda teraz smakuje o niebo lepiej!


Zdjęcie pochodzi z tego sklepu i jest najwierniejszym odwzorowaniem mojego kielicha, jaki znalazłam w Internecie. Jednak mój ma jeszcze złotą obwódkę. O, taką!

Wasze zdrowie!

A Wy, moi drodzy,  jakie macie podejście do przedmiotów?

I jakie macie swoje małe, codzienne rytuały? Towarzyszą temu jakieś przedmioty?

________________________

Ten wpis jest z gatunku „odnalezionych”. Całe szczęście udało się odzyskać dane z zniszczonego komputera i przeglądając je natrafiłam na ten wpis sprzed… 3 lat! Ale z kielicha nadal namiętnie korzystam codziennie. To była świetna inwestycja. W codzienność.

Więcej o podejściu do rzeczy pisałam TUTAJ. Jeśli ten temat jest Ci bliski, zapraszam 🙂