Wysyłamy do siebie kilka SMSów w ciągu roku. Nie więcej. Zazwyczaj są to życzenia na urodziny, Święta i Nowy Rok. Czasem zdarzy się SMS bez okazji w ciągu roku. Nie zawsze. Te są najbardziej emocjonalne.

 Od dawna nie mamy siebie w znajomych na Facebooku, ja w między czasie wyszłam za mąż, zmieniłam nazwisko, więc wątpię abyś czasem wchodził na mój profil w poszukiwaniu skrawka informacji na mój temat i aktualnego zdjęcia.

Nie to co ja. Ja czasem to robię. I tak  na przykład odkryłam ostatnio, że masz bliznę na prawym policzku. Ciekawa jestem na co Ty zwróciłbyś uwagę gdybyś zobaczył moje aktualne zdjęcie. Jak mnie zapamiętałeś? Jaki mój obraz przechowujesz w pamięci i jak się on ma do rzeczywistości. Czy to jak wyglądam obecnie rozczarowałoby cię?

Ciekawa jestem tej blizny. Chciałabym poznać jej historię. Fakturę. Czy jest wypukła czy zlewa się z skórą?

Chciałabym, żebyś jeszcze kiedyś opowiedział mi jakąś historię, tak jak tylko Ty potrafisz opowiedzieć. Albo chociażby abyś opowiedział mi, jak Ci minął dzień. Albo co chciałbyś dostać w prezencie na najbliższe urodziny.

Ja na przykład dostałam płytę z muzyką klasyczną. Z Sonatą Księżycową na siódmej pozycji. Choć nie mamy kontaktu od lat, o tym musiałam Ci powiedzieć. Żebyś wiedział, że Sonata Księżycowa już zawsze będzie pamiętnikiem naszej niedopowiedzianej historii.

Że pamiętam, choć pamiętać nie powinnam.

Że do tej pamięci nie powinnam się przyznawać.

Pomimo tego (a może zwłaszcza dlatego), że czasem, w dni takie jak ten, myślę o Tobie trochę zbyt intensywnie  oraz dlatego, że mam męża poprosiłam, żebyś mi nie odpisywał. Odpisałeś. Że jestem szalona. Że zawsze to wiedziałeś. Że to uwielbiasz.  Że musiałeś.

Cieszę się, że musiałeś.