Po upalnych, wakacyjnych miesiącach nadszedł wrzesień  otulając ziemię  poranną mgłą i rześkim powietrzem. I choć ja zdecydowanie bardziej wolę jesień od lata, to jednak wspomnienia wakacji jeszcze pulsują pod skroniami, nie tylko zaspanym dzieciom, siedzącym w szkolnych ławkach, ale i wielu dorosłym, na przykład mi.

Zapraszam Was dzisiaj do podejrzenia przez dziurkę od klucza moich wakacji. Opowiem Wam, jakie smaki, kolory i uczucia towarzyszyły mi przez ostatnie miesiące, może Was coś zainspiruje?

Książki

Tego lata, miałam zdecydowanie więcej czasu na czytanie niż w poprzednich latach. Muszę przyznać, że chyba nigdy nie miałam tak spokojnych, wręcz leniwych wakacji, a głównym moim zajęciem w wolnych chwilach było właśnie czytanie. A ponieważ chwilowo mam dość mądrych poradników czy psychologiczno- naukowej literatury, o czym pisałam więcej TUTAJ,  postanowiłam, że to lato upłynie mi pod znakiem lekkich powieści.  Nie lubię kryminałów, a jest to obecnie najmodniejszy czytelniczy trend, więc było to nie lada wyzwanie.

  • Zaczęłam od książek Magdaleny Witkiewicz i nie zawiodłam się. Było lekko, było kobieco, czasem wzruszająco. Jeśli miałabym Wam polecić tylko jedną książkę jej autorstwa, spośród tych które do tej pory przeczytałam, to było by to niewątpliwie „Czereśnie zawsze muszą być dwie”.

Piękna, wzruszająca i dopracowana w każdym calu- tak po krótce opisałabym tę książkę. I pomyśleć, że przez lata broniłam się rękami i nogami od „babskiej literatury”. Teraz tego nie rozumiem. W żadnym innym rodzaju książek nie ma tyle naładowania emocjonalnego i lekkości zarazem. Jestem zachwycona w jak lekki sposób autorka porusza uniwersalne problemy kobiet. Idealna na wakacje!

 

  • Jednak czymś co bezkompromisowo skradło moje serce, to twórczość Katarzyny Bereniki Miszczuk. Jednym tchem przeczytałam jej serię Kwiatu Paproci, składającą się z czterech książek i od tej pory oficjalnie jestem fanką pani Miszczuk. Ależ ona ma wyobraźnię! Jeżeli lubisz zawiłe, wielowątkowe powieści, gdzie nic nie jest do końca oczywiste, a do tego lubisz legendy, to ta książka jest zdecydowanie dla Ciebie! Przyznam, że od przeczytania serii „Cmentarza zapomnianych książek” Zafona nie czytałam nic równie dobrego. Dopiero seria „Kwiatu Paproci” jej dorównuje pod kątem niemożności oderwania się od książki, zawiłości wątków, która trzyma w napięciu do ostatniej strony, a zarazem lekkości pióra.

 

Przy okazji przyznam się Wam, że dawniej w mojej głowie (zupełnie nie wiem dlaczego) pokutowało przekonanie, że w naszej Ojczyźnie nie ma dobrych autorów, a polska literatura nie umywa się do tej „światowej”. Odkąd bardziej świadomie analizuję pewne sprawy, postanowiłam odczarować to myślenie i celowo sięgam po polskie pozycje i coraz częściej przecieram oczy ze zdumienia jakich my mamy wspaniałych, polskich pisarzy!

Kogo Wy polecacie z polskich autorów? Kogo książki uwielbiacie tak bardzo, że uważacie, że powinni osiągnąć sławę międzynarodową?

 

Nauka lenistwa

W ostatnich latach najwięcej książek przeczytałam w pociągu, i do dzisiaj pociąg i książka to dla mnie duet idealny, jednak w tym roku, jak już wspomniałam miałam wyjątkowo spokojne wakacje, podróże spadły do zera, a ja musiałam wymyślić, gdzie w równie urokliwy sposób mogę się oddać w ramiona literatury.

I wiecie co? Hamak! Hamak jest dla mnie symbolem tegorocznych wakacji. Od lat miałam na niego ochotę , ale broniłam się przed nim. Dziwne? Dla kogoś, dla kogo punktem honoru przez  większość życia było nie marnowanie czasu i wykorzystywanie każdej chwili do maksimum, z nastawieniem na rozwój, tworzącej skrupulatnie plan dnia, wcale nie dziwne. Zawsze zazdrościłam osobom, które potrafią bez wyrzutów sumienia spać do południa, a później oglądać seriale, gdy mają luźniejszy dzień. Ja musiałam sobie pozwolić na lenistwo, za każdym razem analizując wszystkie za i przeciw w mojej głowie. Musiałam wydać sobie wewnętrzną zgodę na to, że tym razem przeczytam lekką powieść, a nie poradnik o organizacji czasu, że poleżę na hamaku, a nie umyję okna czy zrobię porządek w dokumentach. Początkowo na tym hamaku czułam się jak więzień własnych wyrzutów sumienia, ale później to pokochałam! Trochę to straszne, że musiałam się tego uczyć, prawda?

Czy jest ktoś wśród Was, kto też miał problem tego typu i odpoczywania musiał się uczyć?

 

Smaki

Tu nie będę odkrywcza, bo to lato smakowało mi typowo wakacyjnie. Lemoniadą z mięty i cytryny, czereśniami, lodami czekoladowymi, malinami jedzonymi prosto z krzaka i ponad wszystko zimnym i soczystym  arbuzem!

 

Podróże

Parę lat temu za podróż uważałam tylko tę daleką, najlepiej długą i zagraniczną wyprawę. Od jakiegoś czasu całym sercem pokochałam polskie morze i najchętniej jeździłabym tam każdego roku. A w tym? W tym roku ze względów zdrowotnych (to dlatego mam takie spokojne wakacje!) daleka podróż nie wchodziła w grę. Podczas całych wakacji zrobiliśmy sobie z mężem dwie, dwudniowe wycieczki. Jedna nad pobliskie jezioro, gdzie przez całe dnie leżeliśmy na kocu, patrząc w wodę i czytając książki oczywiście, a wieczorem spacerowaliśmy brzegiem podziwiając zachód słońca. I drugi raz na również niedalekie ruiny zamku. Za każdym razem nocowaliśmy w pięknych hotelach, a hotele to coś co uwielbiam ponad wszystko.

I wiecie co? Też było fajnie, mimo że nie mam żadnych zdjęć z lotniska, ani na tle palmy, ani nawet nie dorobiłam się w tym roku nadmorskiej opalenizny.

Było fajnie, bo mimo wszystko to były prawdziwe wakacje. Bez obowiązków, bez patrzenia na zegarek i tylko we dwoje.

I nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo obydwoje czuliśmy lekki niedosyt i za to prawie co tydzień przez całe wakacje wychodziliśmy na randki do wielu różnych, lokalnych restauracji.

 

A pod jakim znakiem minęły Wasze wakacje?