Helena ma dwadzieścia dziewięć lat, doktorat z psychologii i tytuł najmłodszego wykładowcy na Uniwersytecie. Ma też małe mieszkanie, ale za to kupione bez kredytu.

Codziennie rano wstaje dokładnie o 5.30, bierze prysznic, a później nakłada na wilgotną i ciepłą skórę migdałowy balsam do ciała. Później ubrana w samą bieliznę upija pierwszy łyk kawy z swojej ulubionej, białej filiżanki i ubiera się. Zazwyczaj wybiera sukienki lub ołówkowe spódnice, eleganckie i kobiece. Raczej nie zakłada bluzek z dekoltem, uważając, że jest to zbyt nachalne, stawiając na elegancję i subtelność. Nie odsłania ciała, a podkreśla je, jeśli ubiera płaszcz, to tylko taki z paskiem wokół talii.

Helena zauważyła, że na mężczyzn najbardziej działają szpilki i czerwona szminka. Jeśli do tego rozpuści włosy, nie uda się jej przejść niezauważoną. Kobiety rzadko się do tego głośno przyznają, ale tak naprawdę uwielbiają napotykać wzrok mężczyzn, nawet, a może zwłaszcza nieznajomych, ślizgający się zachłannie od ust, aż po linię ich bioder. Helena ten wzrok napotyka często. Niemal codziennie. Skłamałaby mówiąc, że tego nie lubi. Skłamałaby również, mówiąc, że tego nie wykorzystuje. I nie widzi w tym nic niemoralnego. Jako psycholog i jako kobieta, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że płeć przeciwną najbardziej przyciągają różnice oraz że kwintesencja kobiecości oraz męskości znajduje się właśnie w tych różnicach. Helena stara się jedynie je wydobyć, a zachłanny wzrok obcych mężczyzn na ulicy uświadamia jej, że robi to dobrze. Ponadto już dawno zauważyła, że ludzie mają tendencję do bycia milszymi, bardziej uprzejmymi i uczynnymi dla ludzi zadbanych. Przyciąga nas piękno.

Mówi się, że kobieta najbardziej na świecie pragnie miłości, ale to nie prawda. Najbardziej na świecie pragnie pożądania. Nie umie bez niego prawidłowo funkcjonować. Właśnie dlatego Helena postanowiła nie wiązać się z żadnym mężczyzną.

Jej matka była piękną kobietą, wszyscy powtarzają, że to po niej odziedziczyła kasztanowe włosy i oliwkową cerę i faktycznie spoglądając na czarno-białe fotografie z jej młodości ona również dostrzega to podobieństwo. Pamięta, że jej piękne oczy, które również ma po niej, z każdym rokiem stawał się coraz smutniejsze. Z każdymi jej urodzinami, o których ojciec nie pamiętał, z każdym niedostarczonym kwiatem i z każdym jego spojrzeniem rzucanym w stronę innych kobiet mijanych na ulicy. Z każdym kolejnym niewypowiedzianym z jego ust komplementem, gdy założyła sukienkę czy wyczarowała burzę loków na piankowych papilotach. Z każdym kolejnym brakiem pocałunku po powrocie z pracy i z każdym brakiem „dziękuję” za przygotowany obiad. Jej mama była piękną kobietą. Każdy to widział i wielu jej o tym mówiło. Tylko nie ojciec Heleny. Nigdy od niego nie odeszła, ale stała się karykaturą swojej kobiecości. Zaniedbaną, gderliwą i przeraźliwie smutną.

Już wtedy Helena bała się mężczyzn i tego, że kiedyś przez nich i jej oczy zakryją się smutkiem.

Kobieta musi być pożądana. Do tego została stworzona i tego pragnie jej cała natura, serce i jeśli istnieje to także dusza.

I nie chodzi jedynie o pożądanie ciała. Oczywiście, że o takie również. Kobieta uwielbia czuć, że facet nie może się jej oprzeć. Szczególnie ważne jest to dla kobiet będących w stałych związkach i często na podstawie tego jednego kryterium określają swoją atrakcyjność.

Chodzi o pożądanie w każdym aspekcie życia. Kobieta pragnie, aby mężczyzna pożądał przebywać z nią. Aby cenił to ponad wszystko. Aby pożądał rozmowy z nią i poznania jej wnętrza. Zdecydowana większość kobiet chce być poznana, ale doznają rozczarowania, że żaden mężczyzna tego nie pragnie. Nawet ten z którym mieszkają i sypiają od trzydziestu pięciu lat w sakramentalnym związku.

Helena zwykła słyszeć, że jest piękną kobietą, nieraz widzi również to w spojrzeniu mijanych ludzi patrzących na nią trochę zbyt długo i zbyt intensywnie niż przyjęło się to w naszym europejskim zwyczajem. Często mówią jej to i mężczyźni, próbujący ją zaprosić na kolację, do kina lub teatru. Helena twierdzi, że powodzenie i uroda były jej pisane od momentu nadania imienia i jako imienniczka Heleny Trojańskiej nie ma innego wyboru.

Z pozoru mogłoby się wydawać, że ma idealne życie, prawda? Młoda, piękna, wykształcona, ustabilizowana, samodzielna i adorowana przez mężczyzn. Otóż, niekoniecznie. Helena już dawno zauważyła, że mężczyźni patrzą na nią w taki sam sposób jak na półnagie panie z bilbordów reklamujących myjnie samochodowe i często nie dostrzegają nic poza odznaczającą się koronką pończoch pod obcisłą sukienką. Próbują zaimponować jej swoją pozycją zawodową, zapominając lub nie wiedząc, że ona sama nie jest już biedną studentką i niejednokrotnie ma lepszą sytuację finansową niż oni sami. Ale w większości przypadków taka jest ich strategia: zaimponować. Nie porozmawiać, nie zbliżyć się. Zaimponować. Tacy mężczyźni rzadko dzwonią po pierwszej wspólnej nocy, a już prawie nigdy gdy zaczyna im opowiadać o sobie.

Dlatego jakiś czas temu Helena obiecała sobie, że nigdy więcej nie umówi się z facetem z wyszkoloną strategią imponowania.

Od tamtego czasu z nikim się nie umówiła.

Czy jej to przeszkadza? Niespecjalnie. Nieustannie powtarza, że ma fajne życie. Takie jakie zawsze chciała, a do tego ma przed oczami smutne oczy jej mamy.

Jednak gdy codziennie rano, ubrana w samą bieliznę upija pierwszy łyk kawy z swojej ulubionej białej filiżanki to ukradkiem spogląda przez szparę w firance na młodą kobietę- swoją sąsiadkę, która jak co dzień od poniedziałku do piątku wychodzi z bloku naprzeciwko, trzymając za rękę kilkuletnią dziewczynkę. Helena sama nie wie dlaczego ogląda ten proceder każdego dnia, nie potrafiąc oderwać wzroku od młodej, uśmiechniętej kobiety, która wydaje się być jej rówieśniczką, od spokoju i dostojności jaki z niej emanuje. Czasem napotyka ją w markecie, przy regale z warzywami i podczas nabierania ziemniaków czy wybierania najładniejszych pomarańczy ich wzrok się krzyżuje. Czasem Helena ma do niej irracjonalne pretensje, że patrzy na nią jakby była przezroczystą kalką, ale później przywołuje się do porządku, że przecież ona nawet  nie wie o jej istnieniu. A już na pewno nie wie, że obserwuje ją każdego dnia. Czy to dziwne? Nie… chyba nie. Na początku sama tak myślała, ale jako doktorantka psychologii dobrze wie, że to tylko naturalne i odwieczne pragnienie człowieka: pragnienie integracji. Zwłaszcza z przedstawicielami tego samego gatunku, którzy nam imponują. Inaczej mówiąc: potrzeba przyjaźni. Trudno być psychologiem i analizować samego siebie. Czasem Helena  ma ochotę przełamać barierę, podejść do sąsiadki, przedstawić się i zaproponować kawę, ale wtedy często pojawia się on. Jej mąż. Równie młody, dość przystojny, uśmiechnięty. To on w markecie dźwiga koszyk z zakupami, a na spacerze, który też czasem Helena obserwuje z okna swojego mieszkania, to on bierze na ręce zmęczoną córeczkę. Jego obecność uświadamia Helenie, że są kobietami innej ligi. I nie podchodzi…

Gdy kobieta z córeczką znikają za rogiem budynku Helena udaje się w stronę wielkiej szafy i ubiera się. Później wychodzi z domu i napotyka całe tabuny męskich spojrzeń ślizgających się zachłannie od ust, aż po linię jej bioder.

Dokładnie za siedemdziesiąt dwa dni Helena obchodzić będzie trzydzieste urodziny, które pewnie wyglądać będą tak jak każdego roku. Zatelefonuje matka życząc jej spełnienia marzeń, męża i napomknie coś o pragnieniu wnuków. I tyle. Nikt inny nie złoży jej życzeń, nie da prezentu, nie przytuli i nie powie, że z każdym kolejnym rokiem kocha ją bardziej. Zupełnie tak, jak dziś, w Dniu Kobiet, gdy mijać będą ją mężczyźni, niosący bukiety tulipanów, żonkili lub wielkie czekoladki w kształcie serc, a Helena będzie mieć świadomość, że żaden z nich nie podaruje ich jej. Wielu mężczyzn myśli o niej wieczorami, natomiast żaden rankiem, w Dniu Kobiet lub w dniu jej urodzin.

Czasem, zupełnie nie wie dlaczego, wybucha płaczem na widok jednego kubka w zlewie lub jednej szczoteczki do zębów. Ostatnio wino rozlewała do dwóch kieliszków, a i tak na koniec piła prosto z butelki.

Patrząc w lustro uświadamia sobie, że jej oczy są równie smutne jak oczy jej matki. Ją wypaliła obecność mężczyzny, natomiast Helenę jego nieobecność. Twierdzi, że Helena Trojańska przekazała jej nie tylko pożądanie jej ciała u mężczyzn, ale i przekleństwo niepowodzenia.


Agnieszka ubrała swoją sportową kurtkę i raz jeszcze nachyliła się nad bukietem jej ulubionych tulipanów, które dostała tuż po przebudzeniu z okazji Dnia Kobiet. Bardzo ją to ucieszyło, bo ostatnio w ich małżeństwie nie działo się najlepiej. Podczas gdy jej kilkuletnia córeczka wkładała płaszczyk ona podeszła jeszcze do męża, który zwrócony twarzą do okna pił kawę, którą mu przed momentem przygotowała. Czarną, z dwoma łyżeczkami cukru, taką jaką lubi najbardziej. Gdy objęła go w pasie i pocałowała w policzek, uśmiechnął się, ale ani na moment nie spuścił wzroku z młodej sąsiadki z naprzeciwka, która w samej bieliźnie stała tuż przy oknie, i podobnie jak jej mąż raz po raz unosiła filiżankę do ust. Agnieszka od jakiegoś czasu zastanawia się czy po jej wyjściu jej mąż nie wyciąga starej lornetki, by lepiej dostrzec zarys koronki. Bez wątpienia pożąda jej. Tak jak niegdyś pożądał Agnieszki. Przed porodem, przed rozstępami, przed wspólnym mieszkaniem i codziennością. Przed tym, zanim widywał ją chorą, wymiotującą czy z tłustymi włosami. Przed tym jak dała mu słowo, że będzie tylko jego…

Wychodząc z mieszkania i trzymając za rękę swoją kilkuletnią córkę jeszcze raz spojrzała w stronę okna pięknej sąsiadki. Tak bardzo jej zazdrościła. Ja mam obecność męża- pomyślała- a ona jego pożądanie.