Podobno najbardziej ranią nas najbliżsi. Podobno każdy z nas nosi w sobie jakąś ranę zadaną przez rodziców. Podobno najważniejsze rozmowy odbywają się nocą i podobno nie ma związku bez wyznania sobie wzajemnie  mrocznych sekretów.  Podobno seks to nie tylko przyjemność, ale też budowanie więzi. Zwłaszcza tej emocjonalnej.
O tym wszystkim w dzisiejszym opowiadaniu. Zapraszam.

Masował jej dłonie. Samymi opuszkami, wolno i delikatnie, jakby chciał poznać i zapamiętać każdy ich milimetr, kształt paznokci, pieprzyk na prawej dłoni i linie papilarne. Robił to długo, a z każdą kolejną sekundą delikatne włoski na jej przedramionach podnosiły się jakby też domagały się zainteresowania. Lub może aby go odepchnąć.

– To blizny?- spytał szeptem, co sprawiło, że Beata leniwie  uniosła powieki. Dotykał jej lewego nadgarstka, a brwi unosił w zapytaniu. Cieniutkie jak niteczki i niemal niewidoczne, ale one rzeczywiście  wciąż tam były. Tyle lat… Jak wnikliwy musiał był jego dotyk , że je poczuł.

Wspomnienia wygięły lekko jej kącik ust w górę.

– Pamiątki z przeszłości. Mam ich więcej- dodała po chwili- chcesz zobaczyć?

Nie czekając na jego odpowiedź, upiła jeszcze jeden łyk wina, odstawiła butelkę i ściągnęła bluzkę, pod którą nie miała bielizny. Jego rozszerzone źrenice przywitały jej drobne piersi. Wzięła go za rękę, którą jeszcze przed momentem trzymał na jej nadgarstku i zamykając oczy przyciągnęła ją do swojego ciała.

– Tutaj mam ich pięć. Ta jest największa, moja ulubiona-  przed momentem stanowcze teraz drżące palce Aleksandra dotknęły wyraźne uwypuklenie skóry, trzy lub czterocentymetrowe na wysokości pępka- tu wyżej mam ich jeszcze kilka.

Beata prowadziła jego dłoń po swoim ciele, aż pod prawą pierś, gdzie znajdowała się najdelikatniejsza, ledwie wyczuwalna blizna.

Wyswobodziła go z uścisku, ale Aleksander był zbyt oszołomiony żeby cokolwiek zrobić. Zastygł w całkowitym bezruchu, tylko jego źrenice stawały się coraz szersze, a oddech coraz krótszy, podczas gdy Beata ze swobodą nalewała sobie kolejny kieliszek wina.

– Też chcesz?

Zignorował jej wyszeptane pytanie. Wpatrzony w cienie tańczące po jej nagiej skórze w blasku świecy posadził  ją na stole. Kieliszek pełen wina spadł na podłogę, ale odgłosu rozbijającego się szkła też zdawał się nie zauważać. Beata natomiast uśmiechnęła się wyobrażając sobie, że rozchlapujące się wino wygląda jak eksplozja fajerwerków o północy.

Aleksander długo przyglądał się opuszkami, drżącymi wargami i niecierpliwym językiem wszystkim bliznom. Jak poszukiwacz, który odnalazł skarb. A Beata swoimi głębokimi westchnieniami, zamglonym spojrzeniem, odchyloną głową do tyłu i zaciśniętą dłonią na włosach Aleksandra nadawała kierunek jego poszukiwań.

***

Miałam do taty niewyobrażalny żal, że mnie odtrącił, że kocha mnie mniej i chciałam zasłużyć sobie na jego miłość.

Gładził jej nagie plecy, półmrok zlewał się w jedno z dotykiem, zmęczeniem i zapachem jej subtelnych perfum. W tej aurze odnajdywał spokój. Chciał tak trwać bez końca, ale jedno pytanie wciąż nie dawało mu spokoju. Z jednej strony nie chciał psuć tej magicznej chwili jakimkolwiek słowem, bo żadne słowo nie było warte w tym momencie wypowiedzenia, jednakże zdawał sobie sprawę, że wraz z rankiem może utracić przywilej bliskości i intymności Beaty. Dobrze wiedział, że zdobywanie kobiety, zarówno cielesne jak i emocjonalne zaczyna się każdego dnia na nowo.

– Dlaczego to robiłaś?- spytał szeptem, wprost do ucha.

Kolejny raz meszek pokrywający jej ramiona wstał naelektryzowany  jego oddechem.

– Nie umiem tego wyjaśnić.

– Nie proszę cię o to. Opowiedz mi tylko, co czułaś kiedy to robiłaś.

Beata wyswobodziła się z jego ramion, przewróciła na brzuch, opierając głowę na ręce,  a potargane włosy swobodnie opadały jej na czoło i policzki i zaczęła opowiadać.

– No dobrze. Muszę cię rozczarować, ale nie mam żadnej spektakularnej opowieści- prowokująco przesunęła palcem po bliznach od piersi po pępek- po prostu byłam nastolatką nieradzącą sobie z emocjami i opinią na swój własny temat i to są pamiątki po tym etapie życia. Byłam cały czas sfrustrowana, chcąc go zadowolić, a dopiero z perspektywy czasu widzę, że on wcale tego nie chciał.

– Zadowolić kogo?

– Mojego ojca. Był bardzo dobrym człowiekiem i bardzo dobrym tatą. Z tym,  że przez całe dzieciństwo byłam dzieckiem drugiej kategorii.

– Dlaczego tak mówisz?

– Bo tak wtedy myślałam. Podobno we wczesnym dzieciństwie byłam jego oczkiem w głowie, chodziliśmy razem na spacery, zasypialiśmy razem, a on opowiadał mi bajki. Niestety ja niewiele z tego pamiętam. Później moi rodzice popadli w kłopoty finansowe i tata chcąc ratować sytuację często wyjeżdżał. Często na długo. Gdy wracał ja już nie byłam małą dziewczynką rzucającą mu się na szyję, tylko milczącą nastolatką zamykającą się w swoim pokoju przed całym światem. A on do tego pokoju nie przychodził. Czułam się opuszczona.  To zresztą były zupełnie inne czasy, ani tata, ani my tutaj w Polsce nie mieliśmy telefonów komórkowych. Tata dzwonił tylko raz w tygodniu, w niedzielę do nas z pobliskiej budki telefonicznej na karty z impulsami, a w domu już od powrotu z porannej mszy i nastawieniu mięsa na rosół rozpoczynało się oczekiwanie na telefon. Gdy już w końcu rozlegał mama podbiegała do niego z wypiekami na twarzy, a ja i całe rodzeństwo siadaliśmy na podłodze próbując dosłyszeć o czym rozmawiają. Po jakimś czasie tata prosił mamę aby przekazała do słuchawki którejś z dzieci. Czasem starszą siostrę, czasem młodszą, ale nigdy mnie. Nigdy, rozumiesz? Z czasem przestałam razem z rodzeństwem oczekiwać tych telefonów. Ale mimo to- dodała jeszcze ciszej-  na wiele lat później nie potrafiłam powstrzymać łez na wspomnienie tych niedziel.

Beata nagle przerwała i spojrzała Aleksandrowi prosto w oczy, marszcząc brwi.

– Teraz ty coś mi opowiedz o sobie, ja już ci się zwierzyłam z połowy dzieciństwa.

– No właśnie, z połowy- zaśmiał się Aleksander, przyciągając ją do siebie- opowiedz mi tę historię do końca- widząc wahanie na jej twarzy, dodał- później opowiem ci co tylko będziesz chciała.

– Obiecujesz?

– Tak.

Beata sięgnęła po niemal już pustą butelkę wina, która na szczęście nie rozbiła się razem z kieliszkiem. Upiła łyk, przyciągnęła kolana pod brodę, objęła je rękami i wznowiła opowieść.

– Miałam do taty niewyobrażalny żal, że mnie odtrącił, że kocha mnie mniej i chciałam zasłużyć sobie na jego miłość. Starałam się być we wszystkim najlepsza i przez szereg lat, nawet w dorosłym życiu, masę rzeczy robiłam tylko po to aby był ze mnie dumny. Ponad siły starałam się być najlepsza w nauce, w domu zawsze robiłam ze dwoje, po to aby był ze mnie dumny. Na próżno, nigdy nie dał mi tego odczuć. Wiesz- spojrzała Aleksandrowi prosto w oczy nieprzenikliwie smutnym wzrokiem- pewnie kiedyś będziesz tatą. Pamiętaj, że to najodpowiedzialniejsza rola w życiu mężczyzny i to czy twoje dziecko w przyszłości będzie pewne siebie zależy w głównej mierze od ciebie. Ja czułam się odtrącona, gorsza i mniej wartościowa na tle nie tylko mojego rodzeństwa, ale i wszystkich ludzi. Z każdą kolejną niedzielą podczas której nie poprosił mnie do telefonu czułam się coraz bardziej nikim. Tak powstały moje blizny.

Zamilkła na dłuższą chwilę, a Aleksander mocniej przytulił ją do siebie, jakby chciał zmazać cały jej smutek i żal. Mężczyźnie trudno jest znieść smutek kobiety. Zwłaszcza w łóżku.

-Dopiero całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że to nie on odtrącił mnie, ale ja jego.- wznowiła opowieść Beata-  Że po prostu przegapił moment końca mojego dzieciństwa i rozpoczęcia dorastania i nie potrafił się w tym odnaleźć. Z resztą nie miał nawet czasu bo musiał znów jechać za granicę, a robił to przecież nie dla siebie lecz dla całej rodziny. To ja miałam do niego wieczny żal o nieobecność, a on z pewnością to odczuwał. Być może każdej niedzieli płakał tak jak ja płakałam. Jestem niemal pewna, że przez te wszystkie lata on czuł, że mnie zawiódł i nie umiał sobie z tym poradzić. Nikt nas nie przygotowuje do roli rodziców,  a jest to najodpowiedzialniejsze zadanie, które przyjdzie nam w życiu pełnić. Przez lata go unikałam mieszkając z nim pod jednym dachem, będąc na studiach nigdy do niego nie dzwoniłam, zawsze tylko do mamy. Jestem pewna, że nieraz płakał z odtrącenia, tak jak ja płakałam. Tak bardzo się kochaliśmy i potrzebowaliśmy, a tak drastycznie się rozminęliśmy. Dopiero odkąd to sobie uświadomiłam, potrafimy rozmawiać ze sobą normalnie, choć na budowanie głębszych relacji jest już trochę za późno.

– Nigdy nie jest za późno.

– To tylko slogan Aleksandrze. Ja kocham go bezgranicznie, on mnie pewnie jeszcze bardziej, ale nie da się wymazać kilkunastu lat emocjonalnej nieobecności mimo iż zrozumiało się powody. Dzisiejszy świat za bardzo chce wmówić nam, że wszystko można naprawić jeśli tylko mocno czegoś pragniemy, to przeszłość nie ma znaczenia. Otóż, kurwa, niestety nie. Przeszłości nie da się wymazać.

Uniósł brwi słysząc wulgaryzm wydobywający się z jej wykwintnych ust. Beata raz jeszcze, jakby instynktownie dotknęła swoich blizn i dodała.

– Wiesz, bardzo je lubię. Przypominają mi o walce wewnętrznej którą stoczyłam i wygrałam. To są blizny po starej, na wpół zardzewiałej żyletce, aż dziwię się, że nigdy nie dostałam zakażenia. Wtedy o tym nie myślałam. Czasem gdy wpadałam w trans niechęci do siebie to pod prysznicem brałam pumeks i szorowałam ręce czy nogi aż do krwi. To mnie bardzo uspokajało choć nie wiem dlaczego.

– Już tego nie robisz?

Spojrzała na niego jakby zdziwiona.

– Aleksandrze, nic nie trwa wiecznie. Kryzysy wewnętrzne i dorastanie również na szczęście nie.

W tonie jej głosu pojawiło się coś oficjalnego, jakby chciała dać mu do zrozumienia, że temat został wyczerpany. Tym czasem za oknem szarość nieba z wolna ustępowała błękitowi zmieszanego z popielatym fioletem, i twarz Beaty zaczęła być czymś więcej niż tylko konturami z błyszczącymi oczyma. Dopiero teraz zauważył zaschnięty korytarz łez na policzku. I tak jak przypuszczał, budzący się poranek zmazywał z jej twarzy nostalgię w zamian rodząc zakłopotanie faktem jak wiele o sobie opowiedziała.

Instynktownie przytulił ją mocno do siebie, nie pozwalając jej uciec. Trzymał ją w objęciach z całej siły, taką skuloną i milczącą, dopóki nie zabrzęczał budzik gdzieś z kąta pokoju gdzie pewnie znajdowały się rzucone wczoraj w pośpiechu jego spodnie.

– Muszę iść do pracy- wyszeptała.

– Wiem, ja też- zwolnił nieco uścisk.

Zbierali swoje ubrania z podłogi w pośpiechu, ale bez większego skrępowania. Wypili kawę, zjedli kanapki i umówili się na sobotę, choć Aleksander już wtedy wiedział, że nie wytrzyma bez niej tych kilku dni i że łamiąc umowę jeszcze tego popołudnia przyjdzie do  niej z bukietem jej ulubionych słoneczników.

*