Menstruacyjna, porodowa… krew wpisana jest w naszą egzystencję i naszą codzienność. Przeciętny, zdrowy mężczyzna przez całe swoje życie nie wyda na świat tyle krwi ile my każdego miesiąca.

A jak krew to i ból.

Z pewnością słyszałaś bardzo znane powiedzenie:

Siła jest kobietą.

A słyszałaś  to?:

Cierpienie jest kobietą.

Cóż… niestety.

DLA URODY TRZEBA CIERPIEĆ

A jak już przy cierpieniu jesteśmy… Zacznijmy od czegoś bardzo prozaicznego, ale jakże powszechnego!

Od dbania o urodę na przestrzeni lat.

Weźmy na przykład takie gorsety, niezwykle piękne, seksowne, uwydatniające kobiece kształty, ale też prowadzące do deformacji żeber i organów wewnętrznych. Powodowały problemy z oddychaniem, przez co kobiety od XIV do początków XX wieku, często omdlewały.

Już nie wspominając o krępowaniu stóp małym Chinkom, aby mierzyły nie więcej niż 12 cm, bo trudno o bardziej drastyczny i znany przykład.

Powiecie, że to relikty przeszłości? Że dziś panuje swoboda, a wygoda jest ważniejsza od dążeniu do wykreowanego piękna?

Cóż…

a co z depilacją? Ani wosk, ani depilator elektryczny, ani depilacja laserowa nie należy do przyjemności. Mnie tam nawet regulacja brwi boli bardzo.

Spanie w wałkach też nie należy do przyjemności.

Ani chodzenie w szpilkach. Choć szczerze je  uwielbiam, to jednak moje obolałe stopy i łydki nie podzielają mojej miłości.

Albo chociażby niedopasowany ubiór. Która z nas chociaż raz w ciągu życia nie potrafiła zrezygnować z za ciasnych butów bo zbyt nam się podobały? Która choć raz nie poczuła wbijające się w ciało fiszbiny z biustonosza, albo nie nosiła tak opiętych dżinsów, że po zdjęciu ich na nogach odbity miałyśmy ich szew?

Świetnie ujął to na fotografiach artysta- Justin Barel. W swoich pracach udowodnił, że nawet w dzisiejszych czasach kobiece ciało często znajduje się w więzieniu niewygody dla powszechnie ujętego piękna.

Patrzcie!:

Justin BarelImpression

LINK do źródła tych i innych zdjęć Justina Barela

 

KREW MENSTRUACYJNA- FIZJOLOGIA KOBIETY WCIĄŻ TABU?

Gdy miałam kilka lat spytałam mamę do czego służą podpaski. Odpowiedziała, że dowiem się za kilka lat. Kilka lat później dostałam miesiączkę i wyjaśnienia mamy nie były mi już potrzebne, bo  o okresie dowiedziałam się od koleżanek.

Kiedyś oglądałam film, gdzie mama tłumaczy swojej córeczce, że gdy zacznie dorastać to raz w miesiącu z pomiędzy jej nóg  pojawi się niewielkie krwawienie. Że jest to normalne i że jej ciało przygotowuje się w ten sposób do zostania kiedyś mamą.

Dwa zdania. Cała menstruacja wytłumaczona w dwóch prostych, dostosowanych do wieku dziecka i przejrzystych zdaniach.

Mam syna, a nie córkę, ale jeśli spyta mnie kiedyś do czego służą podpaski to właśnie w taki sposób zamierzam mu odpowiedzieć.

 KREW TO… WSTYD?

Ja się mojej mamie nawet nie dziwię. Sama gdy dostała pierwszą miesiączkę nie wiedziała co się dzieje i bała się przyznać rodzicom, bo nikt jej wcześniej  nie uświadomił. Nie rozmawiała ze swoją mamą na ten temat, a tematy tabu przechodzą z pokolenia na pokolenie.

My w dobie Internetu mamy w względzie uświadamiania o niebo łatwiej.

Niemniej jednak z jakiegoś powodu producenci reklam uważają, że krew nadal jest czymś krępującym i  przekonują nas, że kobiety co miesiąc nie krwawią ale wydzielają niebieski płyn.

Jest niby argument, że to bardziej estetyczne (chociaż krew to krew, ludzka rzecz, nie widzę w tym nic nieestetycznego). Tym bardziej, że młode pokolenie po takiej reklamie nadal nie wie do czego służą podpaski. Pal licho dziewczynki, one i tak wcześniej czy później poznają sprawę z autopsji, ale chłopcy?  Dacie wiarę, że miałam raz kolegę, który dowiedział się czym jest okres gdy miał… 18 lat. Na wycieczce klasowej. Myślał, że sobie z niego żartujemy, że co miesiąc krwawimy, że przecież to niemożliwe.

A czy Wy też jako nastolatki wstydziłyście się okresu? Tego, że na spodniach pojawi się plama, albo, że (o zgrozo) podpaska wypadnie  z plecaka na środku szkolnego korytarza?

A przecież to taki sam środek higieniczny jak chociażby chusteczki  higieniczne albo płyn do dezynfekcji.

Higiena i fizjologia. Tylko tyle.

A jednak wstydziłyśmy się, bo byłyśmy tego wstydu uczone.

RODZIŁA BĘDZIESZ W BÓLACH, CZYLI O PORODÓWKACH W POLSCE

Byłam kiedyś świadkiem gdy dwie starsze panie wspominały swoje porody. Źle wspominały. Mówiły o braku intymności, o potwornym bólu i pogardliwym krzyku położnej. Mówiły też, że bardzo się cieszą, że obecne młode kobiety nie muszą przez to przechodzić. Że teraz, nie ma się czego bać, że w dzisiejszych czasach kobiety rodzą bez bólu, że znieczulenie jest standardem. Że to przecież już XXI wiek, a nie średniowiecze.

Cóż… jednak nadal mamy średniowiecze.

Mało który szpital gwarantuje znieczulenie, a to w których jest to możliwe nierzadko trzeba wyszarpać sobie pazurami. Nie istnieje coś takiego jak cesarka na życzenie. I ja wiem, że to operacja, że poród naturalny (niepowikłany) jest najlepszą opcją  zarówno dla matki jak i dla dziecka. Że więź, laktacja, odporność, flora bakteryjna i tak dalej. Wiem. Ale i tak uważam, że powinnyśmy mieć wybór.

 Niezmiennie mnie to dziwi, że go nie mamy (podkreślmy to raz jeszcze: w XXI wieku!)  zwłaszcza, że podczas hospitalizacji z jakiegokolwiek innego powodu, ba, nawet lecząc  głupie zęby, to my decydujemy czy chcemy znieczulenie. Jest ono standardem i nikt nie wyzywa nas wówczas od wygodnickich księżniczek.  Wyjątkiem jest poród, choć porównywany do łamania 20 kości w tym samym czasie.

Ale po co ingerować w naturę, jak przecież (argument powtarzany z 9835462728 razy) kobieta jest stworzona do rodzenia dzieci. Wszystko co naturalne jest lepsze, kobiety rodziły od wieków bez znieczulenia i dawały radę, to my teraz też damy.

Idąc tym tokiem myślenia  nie leczmy ludzi chorych na nowotwory, widocznie natura chce żeby umarli. Nie podawajmy leków przeciwbólowych osobom po operacjach, albo chociażby z kamicą nerkową, przecież ma ich boleć, a zęby wyrywajmy u kowala. Przecież tak było przez wieki!

 

A JAK JUŻ JESTEŚMY PRZY PRAWIE WYBORU… ABORCJA, CZYLI KRWAWE ZMIANY W PRAWIE

Ten blog nigdy nie był, nie jest i nie będzie blogiem politycznym. Ale jest blogiem o kobietach i dla kobiet, dlatego uważam, że i ten temat należy poruszyć.

W Polsce nigdy nie było (legalnej) aborcji na życzenie. Przed 1932 rokiem była bezwzględnie zakazana, w 1993 roku weszła ustawa, która dopuszczała aborcję (decydowała matka) w trzech wyjątkowych okolicznościach:

  • Ciąża stanowiła zagrożenie dla życia matki,
  • Ciężkie i nieodwracalne uszkodzenie płodu,
  • Ciąża będąca wynikiem gwałtu.

Dziś, w 2020 roku, po 27 latach trwania ustawy, Trybunał Konstytucyjny obwieścił, że jest ona niezgodna z Konstytucją.

Mamy teraz wielką wrzawę. Krzyczą kobiety, rysując wściekle czerwone symbole protestu, wychodzą ma ulicę, gromadzą się, strajkują. Z drugiej strony przedstawiciele ruchu pro-life stoją i klaszczą.

Na jednej szali mamy życie nienarodzonych dzieci, którym Konstytucja chce zapewnić prawo do życia, na drugiej decyzyjność kobiet i przymuszanie je do urodzenia dziecka swojego oprawcy, pewnej śmierci przy porodzie, albo wydania na świat dziecka, tylko po to, by kilka godzin później zmarło.

Mam wrażenie, że w ostatnich dniach inny temat nie istnieje. Nawet koronawirus zszedł na drugi plan.

A co myślę ja, autorka bloga dla kobiet?

Ja jestem za wyborem i szacunkiem.

Rozumiem i szanuję kobietę, która chce urodzić dziecko, pomimo, że wie, że umrze (bo na czas ciąży musi przerwać chemioterapię) i osieroci dwoje starszych dzieci.

Rozumiem i szanuję kobietę, która chce usunąć ciąże, ponieważ, jeśli zdecyduje się na donoszenie ciąży, wie, że umrze (bo na czas ciąży musiałaby przerwać chemioterapię), a nie chce osierocić dwoje starszych dzieci.

Rozumiem i szanuję kobietę, która chce urodzić dziecko poczęte z gwałtu.

Rozumiem i szanuję kobietę, która chce poddać się aborcji, ponieważ z obrzydzeniem patrzy na brzuch wyobrażając sobie, że dziecko będzie mieć oczy oprawcy, a od czasu gwałtu częściej niż o dziecku myśli o tym, jak odebrać sobie życie.

Rozumiem i szanuję kobietę, która chce urodzić dziecko bez mózgu, które umrze na jej rękach tuż po porodzie.

Rozumiem i szanuję kobietę, która nie chce przez to przechodzić.

Tu nie ma sytuacji czarno- białych, a jaką by nie podjąć decyzję, wiązać się ona będzie z rodzinną tragedią.

I choć sama wywodzę się z katolickiej rodziny, to jednak argumenty religijne mnie nie przekonują.

Bo w feworze obrony życia poczętego w imię religii zapominamy o wolnej woli. O indywidualnej odpowiedzialności za swoje życie, również to duchowe i religijne.

 

KRWAWIĄC PRZEZ WIEKI, CZYLI BOLESNA HISTORIA KOBIET

Wiecie czym w  Średniowieczu był test wody? Kobietę posądzaną o czary, wrzucano związaną i skneblowaną do wody. Jeśli się uratowała, uznawano ją za czarownicę i palono na stosie. Jeśli tonęła odzyskiwała dobre imię. Tak, w obydwu przypadkach musiała zginąć.

A co z naszą polską, kobiecą historią?

O latach poniżenia, uciemiężenia i braku godności i praw. O antykoncepcji, rozwodach i noszeniu spodni. O kształceniu się na Uniwersytetach i o roli kobiety w małżeństwie, oraz o tym, jak się to ma do współczesności pisałam  TUTAJ . Warto znać swoją historię, przeczytajcie!

 

KLĄTWA EWY- CZYLI KRWAWIENIE DUSZY

Przeczytałam kiedyś w pewnej książce, że prawdziwym brzemieniem kobiety jest niepewność. Nie czujemy się wystarczająco piękne/kompetentne/ważne/ciekawe/warte miłości/mądre.

Że nieustannie  szukamy potwierdzenia swojej wartości.

I to jest największe cierpienie, ból i krew kobiety z którym się zmagamy.

_________________________________________________________

I to już wszystko w dzisiejszym wpisie. Zrobiło się trochę smutno, trochę strasznie, więc na rozluźnienie mam dla Was tematyczny kawał:

Ewa w raju nie usłuchała zakazu Stwórcy i za namową węża zerwała jabłko z drzewa. Za ten czyn została wraz z Adamem wyrzucona za bramę raju. Na odchodne Ewa usłyszała głos z góry:
– Za ten czyn zapłacisz krwią!
Po kilku dniach Ewa natknęła się na tego samego węża, który ją namówił do zerwania jabłka i mówi:
– Przez Ciebie teraz będę musiała płacić krwią!
– Oj, nie marudź! – mówi wąż. – Wynegocjowałem Ci to w dogodnych miesięcznych ratach.