Żyjemy w czasach, gdzie słowo „feminizm” jest wszystkim znane. Gdzie głośno rozprawiamy o tym, że kobiety i mężczyźni zajmujący to samo stanowisko powinni otrzymywać równe wynagrodzenie. Na Uczelniach Wyższych więcej jest studentek niż studentów. Jesteśmy wszechstronne, tuż obok od lat zajmowanych, sfeminizowanych zawodów takich jak pielęgniarka czy przedszkolanka jesteśmy też psycholożkami, , kierujemy tramwajami  i zakładamy własne firmy. Słowem: same decydujemy o tym, czym będziemy się zawodowo zajmować i choć czasem zdarzają się osoby, które podniosą nam ciśnienie twierdząc, że tutaj kobieta się nie nadaje, to jednak nic więcej zrobić nie może. Nie zabroni nam.

Jesteśmy chyba pierwszym pokoleniem kobiet, dla którego oczywistym jest, że dzieci i obowiązki domowe są sprawą obydwojga partnerów, a nie tylko kobiety. Ojcowie  nigdy wcześniej w historii nie byli tak obecni i zajmujący się swoim potomstwem. A związki są partnerskie już nie tylko z nazwy.

Coraz rzadziej słyszymy, że kobieta jest stworzona jedynie do rodzenia dzieci, przy czym jeśli już decydujemy się na zajście w ciążę stajemy się z automatu pracownikiem chronionym, a po urodzeniu dziecka przysługuje nam roczny (a nie trzymiesięczny jak za czasów mojej mamy) urlop macierzyński podczas którego dostajemy 80% wynagrodzenia.

Ja wiem, i często o tym piszę, że niestety ale podwójne standardy w społeczeństwie nadal istnieją. Że w wielu sprawach damski głos jest brany pod uwagę z lekceważeniem, ale zwróćmy uwagę, że jeszcze sto lat temu nasz głos nie zostałby brany pod uwagę w ogóle.

 

Czy to znaczy, że mamy zostawić wszystko tak jak jest i napawać tym w jakich cudownych czasach żyjemy?

Oczywiście, że nie. Wiele jest jeszcze do poprawienia i do wprowadzenia w życie. Dla nas, naszych córek i córek naszych córek. Ale też nie narzekajmy jak jest okropnie źle i że tak źle jeszcze nigdy nie było. Bo nie wiem jak Wy, ale ja nie chciałabym żyć jako kobieta dwieście lat temu, kiedy to  najpierw musiałabym być bezwzględnie poddana ojcu, później mężowi, którego notabene wybrałby mój ojciec, a gdybym została wdową to synowi lub bratu. Nie chciałabym być rzeczą, która ma tylko ładnie wyglądać, gotować i rodzić dzieci. Dziś żadnej z tych rzeczy nie muszę, a jeśli się na nie decyduję to z powodu własnego  wyboru, a nie rozkazu.

Nie chciałabym być kobietą sto, ani nawet osiemdziesiąt lat temu, jak moja babcia, która musiała wykłócić z swoim mężem to, że chce iść do pracy (jako sprzątaczka!).  Mój dziadek, jak większość mężczyzn tamtego okresu, uważał, że kobieta nie nadaje się do pracy zawodowej. Że nie i już. Że tylko gospodarstwo, pole, kuchnia i dzieci. Z niedowierzaniem słuchałam jak moja babcia wspominała, że pierwsze spodnie uszyła sobie grubo po czterdziestce, dopiero gdy zmarł jej tata, bo wiedziała jak bardzo byłby urażony.

I choć bardzo lubię sukienki to jednak ja i moje dżinsy bardzo się cieszymy, że żyjemy w obecnych czasach.

Prawda jest taka, że kobieta ma swoją godność i jest traktowana podmiotowo, z poszanowaniem praw obywatelskich dopiero sto lat. Trudno to sobie uświadomić żyjąc od urodzenia jako osoba, a nie przedmiot, prawda?

W Alfabecie Kobiecości nie mogło zabraknąć kilka słów o naszej burzliwej historii! A raczej kilka smaczków z tej historii, bo chcąc przedstawić całą historię trzeba byłoby napisać grube tomisko.

 

ANTYKONCEPCJA, ŻONA WŁASNOŚCIĄ MĘŻA ORAZ PARASOLKI JAKO SYMBOL BUNTU CZYLI NAJWAŻNIEJSZE PUNKTY HISTORII POLEK

  • Prawa wyborcze kobiety w Polsce zyskały dopiero w 1918 roku po podpisaniu dekretu przez Józefa Piłsudskiego. Czy Marszałek był sympatykiem kobiet i pionierem feminizmu? Skądże! Podobno tabuny kobiet przez długie jesienne, zimne, deszczowe dni i noce protestowały przed siedzibą Piłsudskiego uderzając rytmicznie parasolkami o bruk. W ten sposób upominały się o swoje prawa, pokazały swoją solidarność i upór. To właśnie ta historia, te kobiety i te parasolki stały się inspiracją do symbolu parasolek podczas czarnych protestów.

 

  • Prawo do edukacji na Uczelniach Wyższych Kobiety zyskały dopiero w 1896 roku. A i to na początek rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego zgodził się rozpocząć studia „na próbę” tylko trzem kobietom bez prawa do zdawania egzaminów (!).

 

  • Jeszcze w XIX wieku kobiety nie miały praw cywilnych. Były całkowicie podporządkowane mężowi. Nie mogły decydować same o sobie, o losie swoich dzieci, ani samodzielnie zarządzać swoim majątkiem. Mąż mógł niewierną żonę umieścić w zakładzie poprawczym. Mógł też zażądać rozwodu, gdy żona go zdradzi, nawet bez jej zgody,  podczas gdy kobieta mogła ubiegać się o rozwód dopiero wówczas, gdy jej małżonek wprowadził swoją kochankę do wspólnego domu.  Dopiero od 1929 roku obowiązuje pełna równość w prawnym traktowaniu małżonków.

 

  • Jeszcze w temacie małżeństwa i podwójnych standardów. Do 1920 roku kobieta, która decydowała się wyjść  za mąż za obcokrajowca traciła obywatelstwo polskie, a co za tym idzie również i prawo wykonywania zawodu jeśli była wykształcona. Natomiast mężczyzna żeniący się z cudzoziemką nie tracił obywatelstwa, mało tego, jego żona stawała się prawną obywatelką Polski.

 

  • Tabletki antykoncepcyjne pojawiły się w Polsce 50 lat temu, a i to w dość ograniczonej dystrybucji. Wcześniej kobiety nie miały możliwości, wiedzy i środków do regulowania swojej płodności. Dołóżmy do tego presję Kościoła i mamy idealny przepis na przymusowe (słowo klucz) rodziny wielodzietne.

 

  • Do wielu zawodów dopuszczono kobiety dopiero podczas II wojny światowej i to tylko dlatego, że… brakowało mężczyzn walczących na frontach. To przerażające, ale dopiero wojna przyniosła rewolucję i początek zacieranie granic pomiędzy damskimi i męskimi zajęciami i zawodami.

 

KOBIETA- OSOBA CZY PRZEDMIOT?

Trudno to sobie uświadomić, ale to, że możemy same decydować o tym za kogo, kiedy i czy w ogóle wyjdziemy za mąż, posiadać własny majątek, zatrudnienie, dochody, to wszystko mamy od około stu lat.

 Baaaaardzo krótko.

 To, że możemy same wynajmować mieszkanie, wyjechać na wakacje z koleżankami  oraz to,  że w szafie zamiast sukienek będziemy mieć same chinosy, dżinsy i cygaretki naszym prababciom wydawałoby się nieśmiesznym żartem. Na fakt, że w jednej ławce szkolnej zajmujemy miejsce tuż obok chłopca oraz, że jeśli tylko chcemy możemy się kształcić do tytułu profesora nasi pradziadkowie przewracali by się w grobach.

Nie jest idealnie, przed nami kobietami jeszcze długa droga aby wyeliminować społeczną presję i nierzadkie podwójne standardy. Prawda jest jednak taka, że nigdy nie było lepiej. A zawdzięczamy to nie sobie, lecz naszym przodkiniom- odważnym, mądrym i zdeterminowanym. Narażającym się na pośmiewisko, konflikt z mężem, ojcem, narażającym swój majątek, zdrowie i już i tak niepewną pozycję społeczną.

Cytując Narcyzę Żmichowską- powieściopisarkę i jedną z prekursorek feminizmu w Polsce:

 „to że możecie same po ulicach chodzić, koleją jeździć, o czem chcecie, o rozumnych książkach, czy nierozumnych plotkach w towarzystwie możecie rozmawiać, wszystko to winnyście pierwszym rodownicom, co wśród szyderstw i wydziwiań drogę utorowały”

Pamiętajmy o tym!

HERSTORIA

Herstoria to  neologizm, który dosłownie oznacza „jej historia”. Historia opowiedziana głosem kobiet. Z uwzględnieniem ich. I docenieniem.

Zróbmy mały test: czy zwróciłaś uwagę na frazę „naszym przodkiniom”? napisanym przeze mnie w poprzednim akapicie?

Czy wydał Ci się dziwny?

Czy uważasz, że zwroty typu:  adwokatka, kierowczyni i inżynierka brzmią śmiesznie? Mało poważnie? Że to już zbytnie epatowanie feminizmem na co dzień?

Owszem, używanie żeńskich końcówek w typowo męskich (do tej pory) słowach brzmią niecodziennie i bardzo rzucają się w oczy, ale to tylko dlatego, że wciąż rzadko ich używamy w potocznej mowie.  A przecież język którego używamy kształtuje świat wokół nas i poszerza jego granice. Żeńskie końcówki sprawiają, że w danym zawodzie jesteśmy widoczne.

Zachęcam do wrażliwości w tym obszarze, tym bardziej, że gdy to mężczyzna wkracza w typowo sfeminizowany zawód to bez problemu odmieniamy nazwę zawodu, na tę z końcówką męską.  I tak na przykład spotykamy pielęgniarzy, a nie panów pielęgniarki.

Inną sprawą jest, że w naszej kulturze to co męskie wydaje się poważniejsze, a społeczeństwo nierzadko przypisuje mężczyzną większą kompetencję. Bardzo często słyszę, jakoby mężczyźni byli lepszymi kucharzami, ginekologami, politykami, fryzjerami. A jest to nic innego jak brak indywidualnego podejścia do konkretnego człowieka w danym zawodzie i wrzucanie całej płci do jednego worka.

 

LEPIEJ JUŻ NIE BĘDZIE?

Powtarzam się, ale uważam, że choć prawnie przysługuje nam pełne równouprawnienie, tak w mentalności i kulturze mamy jeszcze wiele do wypracowania. (O podwójnych standardach i wciąż obecnych stereotypach na temat kobiet pisałam TU)

Ale działania w tym kierunku cały czas się dzieją o czym świadczy chociażby popularna ostatnimi czasy literatura traktująca o herstorii.   Te z Was, które interesuje zgłębienie poruszonej tematyki szczególnie polecam książkę Anny Kowalczyk „Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich.”

_______

Dobrze, moje Drogie, i to byłoby na tyle. Miało być krótko, a wyszło jak zawsze.

Pamiętajcie o niedzielnych wyborach! Doceńcie to, że mamy głos. Doceńcie kobiety, nasze babcie, prababcie i praprababcie, które nam ten głos wywalczyły. Doceńcie to, że możecie na wybory iść z kim chcecie, ubrane jak chcecie i zagłosować na kogo chcecie.

_________

Piśmiennictwo:

1. http://ligakobietpolskich.pl/historia-lkp/

2. Dyfrat J. „Demokracja dla kobiet – Zofia Moraczewska” Wirtualne Muzeum Historii Kobiet, projekt Fundacji Feminoteka. (www..feminoteka.pl/muzeum)

__________

Do tej pory w cyklu Alfabetu Kobiecości ukazały się:

A jak atrakcyjność

B jak biżuteria

C jak czerwona szminka

D jak dziecko

E jak elegancja

F jak foch

G jak grzeczna bądź!