Dlaczego akurat dziecko trafiło na listę Alfabetu Kobiecości? Ano dlatego, że macierzyństwo jest nierozerwalnie związane z kobietą. To my nosimy rozwijające się dziecko pod swoim sercem, my je wydajemy na świat, karmimy piersią. To kwestia biologii. Społecznie uważa się nawet (na szczęście coraz rzadziej), że tylko kobieta potrafi dobrze zaopiekować się swoim potomstwem. Mówi się dużo o instynkcie macierzyńskim, intuicji, sercu matki. Z drugiej jednak strony zdarza się usłyszeć słowa pogardy dla kobiet, które całe życie poświęciły dzieciom, uważając je za mało ambitne, wygodne, leniwe.

Trudny temat. Ale nierozerwalny z kobietą, musiał się pojawić!

 O tym, co wnosi  dziecko w nasze życie i czy macierzyństwo jest nierozerwanym elementem do przeżycia pełni kobiecości?  A także jakie konsekwencje niesie ze sobą macierzyństwo? O  tym dziś, zapraszam.

Już na wstępie zapraszam do dyskusji w komentarzach. Jakie Wy macie wspomnienia, spostrzeżenia, przeżycia?  Dzisiejszy temat jest bardzo szeroki, wiem, że każda z nas może na sprawę patrzeć zupełnie inaczej, poszerzmy więc wzajemnie swoje horyzonty  i ubogaćmy się wzajemnie w swoje opinie!

 

D JAK DZIECKO, CZYLI MACIERZYŃSTWO NIEZBĘDNIE POTRZEBNE?

Przy okazji wpisu Kiedy kobieta staje się kobietą?  podzieliłam się z Wami zasłyszanymi kiedyś słowami:

Kobieta jest kobietą , kiedy urodzi dziecko, wcześniej to tylko dziewczyna.

Usłyszałam te słowa wiele lat temu, będąc nastolatką i nie zastanawiając się jeszcze czy w ogóle chcę mieć dzieci. Wiedziałam natomiast, że chcę być kobietą, czuć się kobieco już, teraz, natychmiast, a nie za kilkanaście lat spełniając odpowiednie kryteria.

Niestety, ale do dziś zdarza mi się usłyszeć podobne opnie. Myślą tak wszyscy ludzie, którzy oceniają wartość życia kobiety na to niepełne przed dzieckiem, i to właściwe z już posiadanym potomstwem. Że prawdziwe życie to to z mężem, domem na kredyt i przynajmniej dwójką dzieci. Najlepiej starszym chłopcem i młodszą córką.

To przykre, ale do dziś uważa tak wiele osób. Wychodzi to, jak wszystkie poglądy, między wierszami. Wystarczy, że młoda dziewczyna wspomni, że ma teraz intensywny czas i nie ma na nic czasu, to usłyszy, że czasu to nie będzie mieć dopiero jak urodzi dziecko. Bo przecież, kobieta nie ma innych obowiązków i każda bezdzietna osoba ma czasu wolnego na pęczki, prawda?

Macierzyństwo uważa się za najważniejszą i jedyną, słuszną rolą kobiety. Tak jakby przed zostaniem matką i po wyfrunięciu dzieci z gniazda nie było nic. Liczą się tylko lata z dzieckiem przy piersi.

A co jeśli kobieta nie ma dzieci? Nie chce lub nie może? Czy zmarnuje życie? Według opinii wielu- tak.

 

ZEGAR BIOLOGICZNY TYKA!

Pochodzę z małej miejscowości, gdzie na głośną wzmiankę  o tym, że dziewczyna zanim zdecyduje się na dziecko wcześniej chce rozkręcić swoją firmę, zdobyć doktorat lub zwiedzić kilka krajów osądzano ją, jako lekkomyślną, dziecinną i bujającą  w obłokach. Często wieńczono słowami z miną mędrca: „Obudzi się jak już będzie za późno!”

Sądząc po ilości porad na temat: „Jak przetrwać święta z rodziną w ogniu niewygodnych pytań” zalewające Internet każdego grudnia, wiele młodych kobiet jest w podobnej sytuacji. Najpierw  borykamy się z  pytaniami o to, czy kręci się wokół nas jakiś kawaler. Potem o datę ślubu, bo przecież po zakończonych studiach trzeba natychmiast wyjść za mąż, zwłaszcza że na porządną salę weselną trzeba czekać około dwóch lat. Potem nieuniknione pytanie o dzieci, bo przecież wiecznie młoda nie będziesz i teraz jest biologicznie najlepszy czas. Potem drugie. Własna firma? Bzdura! Przecież to straszne ryzyko, a i pomysł kiepski, najlepsze lata przeminą na niczym. A skoro jeszcze nie myślisz o założeniu rodziny to po co tyle czasu temu biednemu chłopakowi zmarnowałaś?

I w ogóle dla kobiety najlepszy scenariusz życia to mąż, dzieci, dom, może praca, ale nie jakaś ambitna, bo przecież matka ma się poświęcić dla dzieci, a nie ustalać biznesplany. Bo wtedy dziecko jest zaniedbane i nieszczęśliwe. Z kolei jeśli z góry założysz, że chcesz zajmować się dzieckiem i wykształcenie odsuniesz na dalszy plan to usłyszysz, że w dzisiejszych czasach każda kobieta powinna być niezależna i nie możesz być utrzymanką męża.

I bądź tu mądry.

 

KAŻDA KOBIETA CHCE DZIECKA, BO ZOSTAŁA STWORZONA DO MACIERZYŃSTWA

Jeśli jesteś kobietą jestem niemal pewna, że kiedyś usłyszałaś te lub podobne słowa. Natomiast czy słyszałaś kiedyś by ktoś wypowiadał podobne twierdzenie w kierunku mężczyzny? „Każdy mężczyzna został stworzony do ojcostwa”? Bo ja nie słyszałam.

W wielu rodzinach to przekonanie pokutuje do dziś. Zdarzają się rodziny (w XXI wieku!), że opiekę nad dziećmi sprawuje niemal wyłącznie matka. Ojciec nie przewija dziecka, bo mu śmierdzi (a matce pachnie różami), nie kąpie bo się boi, że zrobi dziecku krzywdę (tak jakby matka się początkowo nie bała). Tracą na tym wszyscy: przemęczona matka, ojciec, którego przecież omija coś pięknego, a przede wszystkim dzieci, które potrzebują obydwoje rodziców.  I to nie tylko w weekendy.

 Polska to wciąż kraj stereotypów, a wizja Matki Polki jest w naszych umysłach głęboko zakorzeniona. Wciąż dziwi obraz kobiety, która w miesiąc po porodzie zdrowego niemowlaka, zamiast w radosnym uniesieniu wyczesywać mu z główki ciemieniuchę, a w międzyczasie w falbaniastym fartuszku gotować obiad dla mającego niebawem wrócić męża z pracy, to siedzi w kącie w powyciąganym dresie i nie reagują na płacz dzieciątka, same równocześnie popłakując. Polki tak bardzo zostały przypisane do roli idealnych matek, że zabiera się im nawet prawo do depresji poporodowej, która niestety może się pojawić. Nie wystarczy być matką, masz być szczęśliwą matką!

Nie twierdzę, że macierzyństwo jest złe, a młoda kobieta zakładająca rodzinę podlegająca wpływom. Wręcz przeciwnie. Sama jestem mamą i uważam, że macierzyństwo jest wspaniałe. Niemniej jednak mam męża, który zajmuje się naszym synem w takim samym stopniu jak ja i nie ma rzeczy, którą by nie umiał lub  nie chciał zrobić  opiekując się nim. A więc moje macierzyństwo jest bardzo partnerskie. Nie każdej kobiety jest.

 

MACIERZYŃSTWO  RECEPTĄ NA SZCZĘŚCIE?

No właśnie nie. Zdecydowanie nie. Macierzyństwo to nic innego jak głęboka relacja z człowiekiem, którego same wydałyśmy na świat. A jak każda relacja, żeby mogła zakwitnąć najpierw potrzebujemy mieć dobry kontakt same ze sobą. Nie będziemy szczęśliwymi matkami, jeśli wcześniej, przed urodzeniem dziecka, nie byłyśmy szczęśliwe. Niby oczywiste, a jednak wiele osób przypisuje macierzyństwu niema magiczną moc. Rozgranicza i idealizuje. Często przedstawia się macierzyństwo jako tą właściwą, pełnię życia. Uważam, że to krzywdzące, bo wierząc w to można się solidnie macierzyństwem rozczarować. A nasze życie będzie takie jakie było, tyle, że z dzieckiem! Nie zmieni nas natomiast w optymistki, jeśli wcześniej nimi nie byłyśmy. Nie polepszy nam małżeństwa i nie wzmocni samooceny. Nie. Dziecko to nie terapeuta.

 

CO DZIECKO ZABIERA?

Ok, wszystko pięknie, ładnie, ale życie bardzo się zmienia. Czy coś tracimy stając się mamami? Naiwnie jest twierdzić, że nie. Zacytuję tu fragment rozmowy poprowadzonej przez Agnieszkę Jucewicz z Rachel Cusk dla Wysokich Obcasów:

Pani coś straciła, stając się matką?

Wszystko! Każdy traci wszystko. Traci się wolność, sposób, w jaki się żyło, kim się było. To doświadczenie śmierci, umiera twoje stare ‚ja’, ale potem się odradzasz.”

Mało się o tym mówi, prawda? Raczej przedstawia się macierzyństwo w kategoriach niesamowitej przygody, wielkiej radości, nieprzemijającej czułości, rodzącej się lepszej  strony samej siebie. To wszystko prawda.

Ale najpierw umierasz.

 

DZIECKO WSPÓLNOTĄ NARODOWĄ

Już pomijam, że każdy w komunikacji miejskiej może ci zadać osławione pytanie: „a czapeczka gdzie?” Pomijam, że albo za krótko karmisz piersią i powinnaś wiedzieć, że to najlepszy pokarm dla twojego dziecka, albo za długo i to już nieapetycznie wygląda. Pomijam, że jeśli miałaś cesarskie cięcie to jestem niemal pewna, że wcześniej czy później usłyszysz, że jesteś leniwa i egoistyczna. Pomijam nawet sugestie, że naszemu dziecku przydałoby się rodzeństwo. I to z jak najmniejszą różnicą wieku. Najlepiej zajść w ciążę jeszcze w połogu.

Odkąd urodziłaś dziecko każdy ma prawo cię swobodnie krytykować i udzielać rad w imię dobra TWOJEGO dziecka. Logiczne, prawda?

 

PANI MAGISTER… MAMA!

Kobiety w roli matki nieustannie podlegają społecznej ocenie, bo przecież macierzyństwo uważa się za najważniejszą rolę kobiecego życia. Tak było zawsze. Jedyną różnicę jaką mamy współcześnie to to, że obecnie kobiety są bardzo dobrze wykształcone. I to również często jest społecznie narzucone. Zachęca się do podjęcia studiów, rozwijania pasji, zdobywania doświadczenia i wysokiej pozycji zawodowej. I po co? Żeby mieć dzieci i im się poświęcić? To często wielki problem i gorycz wielu kobiet, choć spychany i przemilczany. Rachel Cusk, wypowiedź której skłoniła mnie do refleksji tak mówi na ten temat:

„To jest ich dramat. Jesteśmy jak te kwiatki wyhodowane w cieplarni i wyrzucone na deszcz i wiatr. Co mamy zrobić potem z tą całą wiedzą, kompetencjami?

Wiele kobiet zatrudnia nianię, dzieci idą do przedszkola, one wracają do pracy.

Ale wiele z nich nie. Marnują swoje umiejętności. Decydują się na pozostanie w domu i wykonywanie tej ciężkiej fizycznej i bezmyślnej pracy wychowywania dzieci i opiekowania się nimi.

To, co pani teraz mówi, przypomina mi walkę, która odbywa się dzisiaj – głównie na forach internetowych – pomiędzy kobietami, które zdecydowały się zostać w domu z dziećmi, i pracującymi matkami. Ta walka jest niezwykle zaciekła i nie widać jej końca, bo obie strony uważają, że dokonały słusznego wyboru

Uważam, że kobiety, które pracują i mają małe dzieci, są w najtrudniejszej sytuacji. Nie dość, że pracują, to jeszcze najczęściej wykonują większość prac domowych i nie spędzają z dziećmi tyle czasu, ile by chciały. One są surowo oceniane i przez inne kobiety, które zostały w domu, i przez mężczyzn, przez wszystkich. Są takim kozłem ofiarnym. Pełnoetatowe matki sączą w nie bez przerwy poczucie winy – dlaczego? Dlatego, że same są niepewne siebie. Boją się, że zostaną oskarżone o lenistwo – bo co ona tam takiego robi cały dzień? Pewnie pije kawę, rozmawia z koleżankami albo wydaje pieniądze męża w sklepie internetowym. I zamiast porozmawiać z mężem o tych dwóch zupełnie różnych światach, jej świecie i jego, bo one są diametralnie różne, ona woli dać ujście temu napięciu, atakując pracującą matkę i mówiąc jej, jaka jest beznadziejna.”

 

CZY PO URODZENIU DZIECKA JESTEŚMY BARDZIEJ KOBIECE?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

Mam mnóstwo koleżanek, które nie mają dzieci i nie uważam, że jestem bardziej kobieca od nich tylko dlatego, że mam dziecko, a one nie. Nie czuję się od nich lepsza, dojrzalsza. Nie uważam, że ja mam to właściwe życie, podczas gdy one, marnują czas. Nie sądzę, że spełnienie przynosi jedynie macierzyństwo.

Za to jestem przekonana, że klarują się priorytety.  Macierzyństwo może zaskakująco dużo zmienić jeśli podejdziemy do niego świadomie. Może też zmienić niewiele.

Czy rośnie kobiecość? Dziecko z pewnością jest testem na to, jak ważne jesteśmy same dla siebie. Czy zadbamy o to, by mieć chwilę dla siebie? Co w tym czasie zrobimy? Czy nadal będziemy zadbane? Czy spotkamy się z koleżanką?

Czy macierzyństwo będzie istotnym elementem naszego życia czy całym naszym życiem?

 Tak, same dokonujemy tego wyboru.

Czy któraś opcja jest lepsza, a któraś gorsza?

Nie.

Pod warunkiem, że to świadomy wybór, a nie narzucony przez otaczających nas ludzi, opinię i kulturę.

____________________________________

Uff… czy ktoś dobrnął do końca? Wiem, że było długo, ale cóż, sama w temacie macierzyństwa siedzę po uszy od ponad pół roku, więc nagromadziło mi się trochę refleksji. Obiecuję, że przy literce E dla równowagi będzie krótko 😉

A jeśli, ktoś chciałby przeczytać cały wywiad z Rachel Cusk, która słynie z dość kontrowersyjnych poglądów na temat macierzyństwa  to tu macie LINK.

____________________________________

Z serii Alfabet Kobiecości do tej pory ukazały się:

A jak atrakcyjność

B jak biżuteria

C jak czerwona szminka